||SEO||
Weszłam do kuchni tanecznym krokiem,
śpiewając pod nosem 'Fabulous'. Nie, raczej się wtoczyłam.
Przyczołgałam. Jak kto woli. Mój 'taneczny' krok polegał na
odpychaniu się od najbliższej ściany stopami i ślizganie po
wilgotnej podłodze, niczym pingwin. Taki widok był, co prawda, dość
normalny w tym domu, od którego wszyscy trzymali się daleko i
szczerze mówiąc nie wiem, dlaczego musiałam być wyjątkiem. Nie
jedynym, bo oprócz mnie w tym budynku i razem z dwunastoma
zboczonymi frajerami, wręcz ociekającymi zajebistością mieszkała
moja psychiczna siostra-wiedźma.
Chodzące metr sześćdziesiąt jeden czystej – co prawda zbezczeszczonej przez przez niejakiego Sehuna, ale o tym później – wredoty. Długie i proste, jasnobrązowe włosy, cholernie jasna cera – której zawsze jej zazdrościłam – no i oczywiście ciemnobrązowe oczy. Przeciwnie do mnie, spryciara wyprosiła od rodziców lekko podłużną twarz, podczas gdy moja kształtem przypominała ziemniaka. Dziękuję ci, dobry Boże, za sprawiedliwość! I tak ją kocham, ale co z tego. Nie musi wiedzieć.
Zapomnijmy o niskiej wiedźmie. Widok, jaki zastałam w kuchni wcale mnie nie zdziwił. Co z tego, że biedny Kris, który upił się wczoraj chyba najbardziej, leżał właśnie rozwalony na blacie i uniemożliwił mi sięgniecie po moje zbawienie – aspirynę. Oczy za oko. Uśmiechnęłam się wrednie i włożyłam nieświadomemu, niewinnemu człowiekowi palec jego własnej, lewej reki do nosa. Czuję wyrzuty sumienia? A skąd! Najwyżej zbiera mi się na śmiech.
Właściwie to zastanawiam się, jak doszło do tego, że Sehun spał w pokoju moim i Tao, praktycznie nagi, rozwalony na (?) szafce, podczas gdy ja ocknęłam się, przewieszona przez poręcz od schodów. Dlaczego Wiedźma, dla odmiany, wisiała na telewizorze z podwiniętą koszulą, – swoją drogą, bardzo ciekawy widok – Baekhyun, Chanyeol, Kai, Chen, Luhan i Xiumin przytulali się, zupełnie nieprzytomni, na cholernie niewygodnej kanapie. Reszty GE(j)XO nigdzie nie dostrzegłam, prawdopodobnie urzędowali w ogrodzie i łazience, ewentualnie na piętrze, gdzie bałam się zajrzeć.
Jeśli dobrze sobie przypominam, to wczoraj wypiłam najmniej. Kompletna abstynencja jest do dupy, ale czasem lekkie powstrzymanie nie zaszkodzi. Właśnie było to 'czasem'.
– Kris blokuje dostęp – odparłam niewzruszona, ziewając.
– Nie zwalisz go? – zdziwił się.
– Nie chce mi się – zanuciłam, przechylając głowę na bok. – A tak poza tym, dzień dobry! Jak się spało?
– W wannie – wymamrotał, po czym walnął się czołem o blat stołu. – Zniósłbym ten fakt, gdyby nie to, że D.O też tam był. Nagi.
Zerwałam się na równe nogi, przeszukując kieszenie. Nie znalazłam, niestety, mojego telefonu, więc chwyciłam ten Tao i pobiegłam w stronę schodów. Po kilku minutach wróciłam, chichocząc diabelsko pod nosem.
– Co znowu? – spytała Wiedźma, ledwo przytomna.
– Mam zdjęcia nagiej dupy D.O – mruknęłam, zacierając dłonie. Dziewczyna natychmiast wytrzeźwiała, doskonale rozumiejąc, o co mi chodzi.
– Nie wypłaci się – stwierdziła, śmiejąc się gardłowo. – Biedaczek, już mi go szkoda.
Chodzące metr sześćdziesiąt jeden czystej – co prawda zbezczeszczonej przez przez niejakiego Sehuna, ale o tym później – wredoty. Długie i proste, jasnobrązowe włosy, cholernie jasna cera – której zawsze jej zazdrościłam – no i oczywiście ciemnobrązowe oczy. Przeciwnie do mnie, spryciara wyprosiła od rodziców lekko podłużną twarz, podczas gdy moja kształtem przypominała ziemniaka. Dziękuję ci, dobry Boże, za sprawiedliwość! I tak ją kocham, ale co z tego. Nie musi wiedzieć.
Zapomnijmy o niskiej wiedźmie. Widok, jaki zastałam w kuchni wcale mnie nie zdziwił. Co z tego, że biedny Kris, który upił się wczoraj chyba najbardziej, leżał właśnie rozwalony na blacie i uniemożliwił mi sięgniecie po moje zbawienie – aspirynę. Oczy za oko. Uśmiechnęłam się wrednie i włożyłam nieświadomemu, niewinnemu człowiekowi palec jego własnej, lewej reki do nosa. Czuję wyrzuty sumienia? A skąd! Najwyżej zbiera mi się na śmiech.
Właściwie to zastanawiam się, jak doszło do tego, że Sehun spał w pokoju moim i Tao, praktycznie nagi, rozwalony na (?) szafce, podczas gdy ja ocknęłam się, przewieszona przez poręcz od schodów. Dlaczego Wiedźma, dla odmiany, wisiała na telewizorze z podwiniętą koszulą, – swoją drogą, bardzo ciekawy widok – Baekhyun, Chanyeol, Kai, Chen, Luhan i Xiumin przytulali się, zupełnie nieprzytomni, na cholernie niewygodnej kanapie. Reszty GE(j)XO nigdzie nie dostrzegłam, prawdopodobnie urzędowali w ogrodzie i łazience, ewentualnie na piętrze, gdzie bałam się zajrzeć.
Jeśli dobrze sobie przypominam, to wczoraj wypiłam najmniej. Kompletna abstynencja jest do dupy, ale czasem lekkie powstrzymanie nie zaszkodzi. Właśnie było to 'czasem'.
– Ja pierdzielę –
mruknął Tao, wchodząc do kuchni i zastając mnie, leżąca na
podłodze i machającą nogami. Zmarszczył brwi, przyłożył dłoń
do czoła i odsunął sobie krzesło. – Gdzie... jest...
aspiryna?
– Kris blokuje dostęp – odparłam niewzruszona, ziewając.
– Nie zwalisz go? – zdziwił się.
– Nie chce mi się – zanuciłam, przechylając głowę na bok. – A tak poza tym, dzień dobry! Jak się spało?
– W wannie – wymamrotał, po czym walnął się czołem o blat stołu. – Zniósłbym ten fakt, gdyby nie to, że D.O też tam był. Nagi.
Zerwałam się na równe nogi, przeszukując kieszenie. Nie znalazłam, niestety, mojego telefonu, więc chwyciłam ten Tao i pobiegłam w stronę schodów. Po kilku minutach wróciłam, chichocząc diabelsko pod nosem.
– Co znowu? – spytała Wiedźma, ledwo przytomna.
– Mam zdjęcia nagiej dupy D.O – mruknęłam, zacierając dłonie. Dziewczyna natychmiast wytrzeźwiała, doskonale rozumiejąc, o co mi chodzi.
– Nie wypłaci się – stwierdziła, śmiejąc się gardłowo. – Biedaczek, już mi go szkoda.
– Nie, nie jest – uśmiechnęłam się
do niej pobłażliwie.
– Wiem! – roześmiała się jak
niezdrowa psychicznie, co nie było takie dalekie od prawdy. Po
chwili zaczęła kaszleć, a ja walnęłam ją parę razy po plecach,
nie szczędząc siły. – Ja pierdolę, po co tyle wczoraj
piłam?
– Mnie się nie pytaj. – Uniosłam ręce w geście niewinności. – Sama kazałaś sobie dolewać.
– A ty?
– Ja? Ja jestem chwilowo abstynentką.
– Użycz mi trochę twojej silnej woli – mruknęła, wyciągając do mnie ręce.
– Nie dotykasz mojej silnej woli, tylko cycków – zauważyłam.
– Cicho. Tao nie korzysta, przywłaszczyłam sobie.
Nie. Lepiej nie dociekać, co brała. To bardzo zaraźliwe.
Do kuchni bardzo chwiejnym krokiem osoby jeszcze bardziej nietrzeźwej wtoczył się szatyn z zamkniętymi oczami – Sehun, jak komuś to pomoże. Chłopak wręcz na oślep podszedł do wiedźmy obejmując ją silnie od tyłu. Dziewczyna skrzywiła się zirytowana, ostatecznie postanowiła ignorować śpiącego na niej szatyna i wróciła do rozmowy ze mną.
– Masz przecież swoje – westchnęłam ciężko.
– Ja? – zdziwiła się szczerze – chyba je gdzieś zgubiłam, bo nigdy ich nie widziałam – odszczekała się.
– Masz tylko o rozmiar mniejsze niż ja – uświadomiłam ją, pukając w jej czoło wskazującym palcem, na który patrzyła z wielkim zaciekawieniem. Zdecydowanie nie wytrzeźwiała do reszty.
– Chyba o cztery – powiedziała wręcz flegmatycznie, nadal wpatrując się cholera wie gdzie, mimo, że zabrałam palec parę ładnych sekund temu.
–Masz rozmiar C, pijaku – mówiłam głośno i wyraźnie, by jej odurzony mózg dał radę przetworzyć taki natłok informacji. Sehun jak na zawołanie uniósł głowę, patrząc na mnie zamkniętymi oczami. Tak, zamkniętymi.
– Kochanie – wychrypiał wtulając się w jej szyję i obejmując jej drobne ciało silnie rękami w pasie. – masz cudowne cycki. Uwielbiam je – swoją wypowiedź zakończył bardzo efektownym westchnięciem, jakiego nie powstydziłby się po kilku godzinach treningu. Z uśmiechem obserwowałam mord na Sehunie, który wyraźnie mała wiedźma miała w oczach. Zdziwiłoby mnie to, gdyby nie fakt, że ten głupek nie posiadał czegoś takiego jak instynkt samozachowawczy nawet gdy był trzeźwy, a co dopiero gdy był pijany. W sumie.. w ogóle nie posiadał czegoś takiego.
– Oh – warknęła wiedźma, a ja miałam wrażenie, że w nasz dom właśnie uderzył piorun. – Twój penis wbija mi się w plecy. – W jej oczach oglądałam jak po raz enty zabija własnego chłopaka. Nie powiem, miałam frajdę.
– Seo Lee! – krzyknął Tao, zapominając, że jestem tuż obok.
– Nie wydzieraj się, dzikusie – wymamrotałam. – Jestem tu, tak? Czego chcesz?
– Podaj mi aspirynę – poprosił, unosząc głowę.
– Sam się rusz.
– Ale Kris leży...
– I co ja mam zrobić? – Wzruszyłam ramionami, opadając tyłkiem na podłogę. – To ty się chwalisz, że dominujesz. A zresztą, jesteś silniejszy.
– Ale ty trzeźwa – zauważył.
– Twój problem. Mówiłam ci, żebyś nie pił, następnym razem mnie posłuchasz. A teraz cierp.
Gdy upadł, bardzo efektownie grając nieprzytomnego, nie ruszyłam się z miejsca. Zapewne zrozumiał, że nie pomogę i doczołgał się do mnie ostatkiem sił, po czym pizgnął głową na moje kolana.
– Błagam, kochanie – wymruczał w moje nogi. – Będę płakał.
– Cóż za nowość – zironizowałam.
– Jesteś okrutna – poskarżył się. – Moja mama miała racje, że spieprzę sobie z tobą życie – oznajmił, a łzy zaczęły się zbierać w jego oczach.
– Uroń tylko jedna łzę, a szlaban...
– Już wstaję – zapewnił, unosząc się energicznie do pionu. Postąpił trzy kroki, po czym runął na blat, prosto na Krisa. Lider nawet nie zanotował tego, że właśnie leży na nim 71 kilo żywej wagi w postaci mojego osobistego chłopaka. Jedyne, co się zmieniło to palec, który wbił się jeszcze głębiej w nos. Normalnie zaczęłabym robić aluzje do ich orientacji, ale teraz i tak by nic do nich nie dotarło, więc nie było sensu. Bo po co kogoś obrażać, skoro do tego kogoś nic nie dociera? Żadnej satysfakcji, phi.
– Co oni robią? – Wiedźma zmarszczyła brwi, ignorując Sehuna, który wciąż na niej wisiał, patrząc z odrazą na Yifana i Zitao w dwuznacznej pozie.
– Nie wiem – odparłam szczerze.
– YOU CAUGHT ME STARING AT YOU, HOT LIKE WOW! – dobiegło do nas z salonu. Wiedźma westchnęła, a ja palnęłam się dłonią w czoło. Nagi D.O latał po domu, podśpiewując dwuznaczne piosenki. Zrobiłam mu jeszcze kilka zdjęć, ciesząc się już w duchu, że będę miała go czym szantażować.
– Ta piosenka towarzyszy im wszędzie – zauważyłam, a Wiedźma spojrzała na mnie pytająco. Uśmiechnęłam się tajemniczo i dodałam – Zobaczysz, jak wytrzeźwiejesz.
– Ale jestem trzeźwa – zapewniła stojąc przy otwartej szafie w kuchni, w której trzymaliśmy rozmaite duperele. Mikser, folie, worki, patelnie, dmuchany materac i... przepychacz do kibla?
– Gadasz do szafy, Yuna – uświadomiłam ją.
– Nie do szafy, tylko do rzeczy.
– Chyba od rzeczy.
– Nie drąż tematu, mózg mnie boli.
– Ty NIE MASZ mózgu – zauważyłam. – Nie po tej ilości alkoholu jaką wczoraj wypiłaś.
– To co mnie boli? Bo nakurwia strasznie – jęknęła żałośnie, łapiąc się za łepetynę.
– Nie mam pojęcia, przecież próżna nie może boleć.
– Próżnia?
– Tak, to jest to co masz między jednym uchem, a drugim.
– Ryjesz mnie, Seo!
– Przestań pić, to nie będzie szło mi to tak dobrze.
– Poczekaj aż ty się upijesz! Już ja się zemszczę!
– Nie wątpię.
– Ale i tak Tao oberwie za wszystko – stwierdziła mądrze.
– No cóż, on i tak nie rozumie 90% słów które do niego mówię.
– A nie 99,99%? – zdziwiła się szczerze.
– W sumie. Jedyne zdanie, które łapie, to: 'Kochanie, mam dzisiaj ochotę'.
– Widzisz? To jest właśnie ta jedna setna. Pod tym względem, razem z Sehunem są ulepieni z tej samej, zboczonej gliny.
– Szkoda tylko, że glina zabiera tyle miejsca, że zabrakło go na mózg – westchnęłam.
– Za to żołądek maja aż nadto obszerny – zauważyła Yuna.
– Oni nie mają chyba innych narządów, żołądek zajmuje całe ich wnętrze.
– Bez przesady. Narząd... ekhm, jest – nawet nie próbowała udawać zawstydzonej. Uśmiechała się jak złośliwy mały chochlik, którym w rzeczywistości... była.
– Starczyło gliny na zboczony narząd.
– Tobie też – mruknęła, zazdrośnie spoglądając na mój biust.
– My jesteśmy z innej gliny – poprawiłam. – I ile razy mam mówić, że masz tylko rozmiar mniejsze?
– A co ty możesz wiedzieć o mojej glinie? – wymamrotała, strzelając focha.
– A dlaczego na nią się nie złościsz? – wytknął mi Tao, wskazując palcem Sehuna.
– Bo ona prawi mi komplementy. Niezdarnie i chamsko, ale jednak. A poza tym, jestem tutaj – pomachałam mu ręką przed nosem, by spojrzał w odpowiednim kierunku.
Udało się, a nieprzytomny blondyn skierował swój palec na... no powiedzmy, że na mnie.
– Przestań na mnie wskazywać – upomniałam go. – To niekulturalne, Zitao.
– Jakby ciebie obchodziła kultura...
– SCHWEIGEN!
Zamilkł, łapiąc się za głowę.
– Kobieto – wymruczał po chwili. – Nie wrzeszcz tak...
– Przestanę wrzeszczeć, jak zaczniesz mnie słuchać i nie będziesz chlał jak pan Mietek spod monopolowego zza rogu!
– Żebyś jeszcze mówiła prawdę – mruknął obrażony.
– JA zawsze mówię prawdę HUANG – zmrużyłam oczy.
– Zabawne, że naciskasz na 'Ja' i 'Huang'.
Żyłka na mojej szyi pękła. Zacisnęłam zęby, uśmiechając się najpiękniej, jak mogłam. Mojego chłopaka przeszły dreszcze, a Yunie żyłka również pękła. Ze śmiechu. Uwalniając się od Sehuna, który runął twarzą na kafelki, pobiegła na górę.
– Co ty robisz, Yunnie? – mruknął zaspany Luhan, unosząc głowę, gdy rakieta Choi Yun Hee przemknęła przez salon.
– Panda zagięła Seo! – odkrzyknęła ze schodów. – Trzeba to zapisać w kalendarzu! Nie, na suficie! Nie, na elewacji domu! Chociaż... Zapiszę wszędzie! – Jej rechot oddalał się coraz bardziej.
– Kurwaonamniezabije – wymamrotał spanikowany i bliski płaczu idol, po czym zaczął się intensywnie pocić.
– A więc przyznajesz się do popełnienia zarzucanej ci zbrodni? – zakpiłam, czysto retorycznie, byle by go pomęczyć te kilka sekund dłużej. I tak było wiadome, że to on.
– SUHO! RATUJ! AAAAA!!! – rozdzierający krzyk uciekającego wokalisty, za którym aż się kurzyło przeszył moje bębenki i jak chwilę wcześniej chciałam tylko trochę go podręczyć, ewentualnie lekko uszkodzić, tak teraz miałam ochotę go zamordować. I byłam pewna, że Bóg mi to wybaczy.
– Suho ci nie pomoże, idioto! Za to chętnie mi pomoże! Zawołaj go jeszcze raz i pokaż co narobiłeś!
– Wy.
– Tak trzymaj.
– Mnie się nie pytaj. – Uniosłam ręce w geście niewinności. – Sama kazałaś sobie dolewać.
– A ty?
– Ja? Ja jestem chwilowo abstynentką.
– Użycz mi trochę twojej silnej woli – mruknęła, wyciągając do mnie ręce.
– Nie dotykasz mojej silnej woli, tylko cycków – zauważyłam.
– Cicho. Tao nie korzysta, przywłaszczyłam sobie.
Nie. Lepiej nie dociekać, co brała. To bardzo zaraźliwe.
Do kuchni bardzo chwiejnym krokiem osoby jeszcze bardziej nietrzeźwej wtoczył się szatyn z zamkniętymi oczami – Sehun, jak komuś to pomoże. Chłopak wręcz na oślep podszedł do wiedźmy obejmując ją silnie od tyłu. Dziewczyna skrzywiła się zirytowana, ostatecznie postanowiła ignorować śpiącego na niej szatyna i wróciła do rozmowy ze mną.
– Masz przecież swoje – westchnęłam ciężko.
– Ja? – zdziwiła się szczerze – chyba je gdzieś zgubiłam, bo nigdy ich nie widziałam – odszczekała się.
– Masz tylko o rozmiar mniejsze niż ja – uświadomiłam ją, pukając w jej czoło wskazującym palcem, na który patrzyła z wielkim zaciekawieniem. Zdecydowanie nie wytrzeźwiała do reszty.
– Chyba o cztery – powiedziała wręcz flegmatycznie, nadal wpatrując się cholera wie gdzie, mimo, że zabrałam palec parę ładnych sekund temu.
–Masz rozmiar C, pijaku – mówiłam głośno i wyraźnie, by jej odurzony mózg dał radę przetworzyć taki natłok informacji. Sehun jak na zawołanie uniósł głowę, patrząc na mnie zamkniętymi oczami. Tak, zamkniętymi.
– Kochanie – wychrypiał wtulając się w jej szyję i obejmując jej drobne ciało silnie rękami w pasie. – masz cudowne cycki. Uwielbiam je – swoją wypowiedź zakończył bardzo efektownym westchnięciem, jakiego nie powstydziłby się po kilku godzinach treningu. Z uśmiechem obserwowałam mord na Sehunie, który wyraźnie mała wiedźma miała w oczach. Zdziwiłoby mnie to, gdyby nie fakt, że ten głupek nie posiadał czegoś takiego jak instynkt samozachowawczy nawet gdy był trzeźwy, a co dopiero gdy był pijany. W sumie.. w ogóle nie posiadał czegoś takiego.
– Oh – warknęła wiedźma, a ja miałam wrażenie, że w nasz dom właśnie uderzył piorun. – Twój penis wbija mi się w plecy. – W jej oczach oglądałam jak po raz enty zabija własnego chłopaka. Nie powiem, miałam frajdę.
– Seo Lee! – krzyknął Tao, zapominając, że jestem tuż obok.
– Nie wydzieraj się, dzikusie – wymamrotałam. – Jestem tu, tak? Czego chcesz?
– Podaj mi aspirynę – poprosił, unosząc głowę.
– Sam się rusz.
– Ale Kris leży...
– I co ja mam zrobić? – Wzruszyłam ramionami, opadając tyłkiem na podłogę. – To ty się chwalisz, że dominujesz. A zresztą, jesteś silniejszy.
– Ale ty trzeźwa – zauważył.
– Twój problem. Mówiłam ci, żebyś nie pił, następnym razem mnie posłuchasz. A teraz cierp.
Gdy upadł, bardzo efektownie grając nieprzytomnego, nie ruszyłam się z miejsca. Zapewne zrozumiał, że nie pomogę i doczołgał się do mnie ostatkiem sił, po czym pizgnął głową na moje kolana.
– Błagam, kochanie – wymruczał w moje nogi. – Będę płakał.
– Cóż za nowość – zironizowałam.
– Jesteś okrutna – poskarżył się. – Moja mama miała racje, że spieprzę sobie z tobą życie – oznajmił, a łzy zaczęły się zbierać w jego oczach.
– Uroń tylko jedna łzę, a szlaban...
– Już wstaję – zapewnił, unosząc się energicznie do pionu. Postąpił trzy kroki, po czym runął na blat, prosto na Krisa. Lider nawet nie zanotował tego, że właśnie leży na nim 71 kilo żywej wagi w postaci mojego osobistego chłopaka. Jedyne, co się zmieniło to palec, który wbił się jeszcze głębiej w nos. Normalnie zaczęłabym robić aluzje do ich orientacji, ale teraz i tak by nic do nich nie dotarło, więc nie było sensu. Bo po co kogoś obrażać, skoro do tego kogoś nic nie dociera? Żadnej satysfakcji, phi.
– Co oni robią? – Wiedźma zmarszczyła brwi, ignorując Sehuna, który wciąż na niej wisiał, patrząc z odrazą na Yifana i Zitao w dwuznacznej pozie.
– Nie wiem – odparłam szczerze.
– YOU CAUGHT ME STARING AT YOU, HOT LIKE WOW! – dobiegło do nas z salonu. Wiedźma westchnęła, a ja palnęłam się dłonią w czoło. Nagi D.O latał po domu, podśpiewując dwuznaczne piosenki. Zrobiłam mu jeszcze kilka zdjęć, ciesząc się już w duchu, że będę miała go czym szantażować.
– Ta piosenka towarzyszy im wszędzie – zauważyłam, a Wiedźma spojrzała na mnie pytająco. Uśmiechnęłam się tajemniczo i dodałam – Zobaczysz, jak wytrzeźwiejesz.
– Ale jestem trzeźwa – zapewniła stojąc przy otwartej szafie w kuchni, w której trzymaliśmy rozmaite duperele. Mikser, folie, worki, patelnie, dmuchany materac i... przepychacz do kibla?
– Gadasz do szafy, Yuna – uświadomiłam ją.
– Nie do szafy, tylko do rzeczy.
– Chyba od rzeczy.
– Nie drąż tematu, mózg mnie boli.
– Ty NIE MASZ mózgu – zauważyłam. – Nie po tej ilości alkoholu jaką wczoraj wypiłaś.
– To co mnie boli? Bo nakurwia strasznie – jęknęła żałośnie, łapiąc się za łepetynę.
– Nie mam pojęcia, przecież próżna nie może boleć.
– Próżnia?
– Tak, to jest to co masz między jednym uchem, a drugim.
– Ryjesz mnie, Seo!
– Przestań pić, to nie będzie szło mi to tak dobrze.
– Poczekaj aż ty się upijesz! Już ja się zemszczę!
– Nie wątpię.
– Ale i tak Tao oberwie za wszystko – stwierdziła mądrze.
– No cóż, on i tak nie rozumie 90% słów które do niego mówię.
– A nie 99,99%? – zdziwiła się szczerze.
– W sumie. Jedyne zdanie, które łapie, to: 'Kochanie, mam dzisiaj ochotę'.
– Widzisz? To jest właśnie ta jedna setna. Pod tym względem, razem z Sehunem są ulepieni z tej samej, zboczonej gliny.
– Szkoda tylko, że glina zabiera tyle miejsca, że zabrakło go na mózg – westchnęłam.
– Za to żołądek maja aż nadto obszerny – zauważyła Yuna.
– Oni nie mają chyba innych narządów, żołądek zajmuje całe ich wnętrze.
– Bez przesady. Narząd... ekhm, jest – nawet nie próbowała udawać zawstydzonej. Uśmiechała się jak złośliwy mały chochlik, którym w rzeczywistości... była.
– Starczyło gliny na zboczony narząd.
– Tobie też – mruknęła, zazdrośnie spoglądając na mój biust.
– My jesteśmy z innej gliny – poprawiłam. – I ile razy mam mówić, że masz tylko rozmiar mniejsze?
– A co ty możesz wiedzieć o mojej glinie? – wymamrotała, strzelając focha.
– A dlaczego na nią się nie złościsz? – wytknął mi Tao, wskazując palcem Sehuna.
– Bo ona prawi mi komplementy. Niezdarnie i chamsko, ale jednak. A poza tym, jestem tutaj – pomachałam mu ręką przed nosem, by spojrzał w odpowiednim kierunku.
Udało się, a nieprzytomny blondyn skierował swój palec na... no powiedzmy, że na mnie.
– Przestań na mnie wskazywać – upomniałam go. – To niekulturalne, Zitao.
– Jakby ciebie obchodziła kultura...
– SCHWEIGEN!
Zamilkł, łapiąc się za głowę.
– Kobieto – wymruczał po chwili. – Nie wrzeszcz tak...
– Przestanę wrzeszczeć, jak zaczniesz mnie słuchać i nie będziesz chlał jak pan Mietek spod monopolowego zza rogu!
– Żebyś jeszcze mówiła prawdę – mruknął obrażony.
– JA zawsze mówię prawdę HUANG – zmrużyłam oczy.
– Zabawne, że naciskasz na 'Ja' i 'Huang'.
Żyłka na mojej szyi pękła. Zacisnęłam zęby, uśmiechając się najpiękniej, jak mogłam. Mojego chłopaka przeszły dreszcze, a Yunie żyłka również pękła. Ze śmiechu. Uwalniając się od Sehuna, który runął twarzą na kafelki, pobiegła na górę.
– Co ty robisz, Yunnie? – mruknął zaspany Luhan, unosząc głowę, gdy rakieta Choi Yun Hee przemknęła przez salon.
– Panda zagięła Seo! – odkrzyknęła ze schodów. – Trzeba to zapisać w kalendarzu! Nie, na suficie! Nie, na elewacji domu! Chociaż... Zapiszę wszędzie! – Jej rechot oddalał się coraz bardziej.
– Ktoś tu niebawem umrze
– stwierdził Tao, krzywiąc się lekko. – I mam nieodparte
przeczucie, że tym kimś będę ja.
– Wow – spojrzałam na
niego z niemałym zachwytem. – Huang, to najmądrzejsze i najmniej
dziewczęce zdanie, jakie wypowiedziałeś w swoim życiu. – z jego
twarzy zszedł kpiący uśmieszek i mruknął coś pod nosem, a ja
dodałam: – Szkoda, że nie ma tu Yuny. Dorzuciłaby pewnie jakiś
komentarz, ja jestem w zbyt wielkim szoku.
Tao prychnął głośno i
wyraźnie, a mój szok minął. Uśmiechnęłam się szeroko i z
lekka psychopatycznie, a mój chłopak jak na komendę wstał i
rzucił się do ucieczki, rozumiejąc w mig, co mam zamiar mu zrobić.
– ZGWAŁCĘ
CIĘ! – wrzasnęłam za nim, biegnąc w stronę salonu. – Możesz
uciekać, ale i tak się pewnie wyjebiesz na schodach!
– Nieprawdaaaaaaaaaaaa! – odkrzyknął.
A potem
nastąpił dziewczęcy wrzask i głuche uderzenie. Fakt, nie wyjebał
się na schodach. Wyjebał się o schody. Patrzyłam z politowaniem
na jego ciało wygięte pod dziwnym kątem.
– No i to by było na tyle z twoich życiowych sukcesów – skomentowałam ironicznie, zaplatając ramiona na piersiach.
– No i to by było na tyle z twoich życiowych sukcesów – skomentowałam ironicznie, zaplatając ramiona na piersiach.
– Niech żyje
zgrabność – podsumował Luhan, rozwalając się na Xiuminie chyba tylko dlatego, że w pobliżu nie było Kaia, więc ktoś musiał go zastąpić w roli poduszki za którą ten przeważnie robił.
– Niech żyję
refleks człowieka ćwiczącego sztuki walki – skomentował
natomiast przygniatany przez Jelonka.
– Serio? Jakim cudem jeszcze nie zabiłeś się własnym kijem na treningu? –
Dodał Baekhyun, wtulony w Chanyeola.
Po chwili
Zitao pozbierał swoje zwłoki z paneli podłogowych.
– Gwałt,
powiadasz? – mruknął nieprzytomnie, kierując się w moją stronę chwiejnym
krokiem i ignorując uwagi reszty Gejxo. Ledwo bo ledwo, ale podszedł
do mnie opierając jedną rękę o ścianę koło mojej głowy, a
drugą nonszalancko włożył do kieszeni spodni. Grymas bólu i
tępota na jego twarzy została zastąpiona tym seksownym uśmiechem,
którym jak każdy zresztą znajdujący się w domu pedał,
przyprawiał fanki o ciążę pozamaciczną w kolanie. Widzicie o co
mi chodzi? Wystarczy najmniejsza wzmianka o seksie tudzież gwałcie,
a przyleci od razu choćby mu ujebało obie nogi przy samych uszach.
Bardzo często stosowałam to nieczyste zagranie by dopiąć swego w
kwestii gnębienia blondyna, wykorzystując jego niezdrowe
uzależnienie od seksu. Na moje szczęście, a na jego nieszczęście,
Zitao był zbyt głupi by zapamiętać po pierwszej takiej akcji, ze
jeśli w trakcie kłótni padnie jego ulubione słowo to zwiastuje ni
mniej ni więcej jego rychłą śmierć, a nie igraszki w łóżku,
na które chłopak zawsze liczy. Do
tej pory tego nie pojął i głupek zawsze daje się na to nabrać.
Zaśmiałam się głośno, gdy pochylił się nade mną i wyminęłam,
klepiąc w ramię. Byłam w takim dobrym humorze, że odpuściłam
sobie zemstę na chłopaku. Usiadłam wygodnie na kanapie, między
Xiuminem a Luhanem, którzy nareszcie się od siebie odkleili.
Niezadowolony Zitao klapnął na podłogę. Nie mam pojęcia co się
działo między nimi, ale pod ścianą stał maksymalnie obrażony
Kai, a ja miałam wrażenie, że jego oczy z wściekłości zaraz
zaczną jarzyć się na czerwono zupełnie jak w teledysku do Wolf. Chyba dowiedział się, że Minseok zabrał mu robotę.
– Wiedźma –
mruknął.
– Wiedźma to
Yuna – odparłam, niewzruszona. – Wymyśl dla mnie coś
oryginalniejszego, Huang.
Chwyciłam
leżący obok pilot do telewizora i włączyłam głośnik. W tym
samym momencie (to musiał być przypadek, ja wcale nie włączyłam
sprzętu akurat wtedy, gdy w telewizji leciał koncert jakiegoś
deathmetalowego zespołu, a nawet jeśli, to nieświadomie!) po domu
rozszedł się przepiękny dźwięk o podejrzanie wysokiej ilości
decybeli, które były szczególnie krzywdzące dla
nadal nietrzeźwych pedałów.
Rozległ się trzask, huk i kolejny trzask, co świadczyło o tym, że
Kris, który wracał do siebie właśnie stoczył się ze schodów.
Luhan spadł z kanapy, dość mocno i gwałtownie uderzając głową
o podłogę.
Jednak
reakcja Sehuna przebiła nawet pisk Tao. Chłopak Wiedźmy wyszedł
chwiejnie z kuchni, balansując na boki i co chwila uderzając o
ściany niczym pinball wielkości człowieka. Szatyn zatrzymał się
na progu salonu, mruknął zaspanym głosem 'Spider-man' i wyjebał
całym ciałem o panele podłogowe. Ku mojej uciesze, Oh miał
koszulę mokrą od wódki, którą prawdopodobnie wylał na siebie,
gdy włączyłam telewizor. Podjarana niczym małe dziecko złapałam
Tao za rękę i pociągnęłam w stronę dziecka tęczy.
Huang
przyglądał mi się bacznie. Chwyciłam najbliższy wazon ze
zwiędłymi już kwiatami i wylałam śmierdzącą wodę na spodnie
Sehuna. Następnie usiadłam na jego plecach, łapiąc ramiona
nieprzytomnego.
– A teraz
sanki – oznajmiłam Zitao, a oczy błyszczały mi się pewnie teraz
jak błyszczą się Xiuminowi na widok spirytusu. Mój nieszczęsny
chłopak, który wciąż nie doszedł do siebie po tych kilkunastu
butelkach Krupnika (niech żyją Polacy), nieświadomy tego, co robi,
chwycił Oha za stopy i począł mnie na nim wozić po całym domu.
Nawet zaczęłam żałować, że Yuny nie ma na parterze. Miałabym
pewnie większy ubaw ode mnie. I pewnie dołączyłaby do
przejażdżki. Zawsze lubiła jeździć na sankach.
Ślizgałam
się więc i ślizgałam na żywej kupie kasy (podziękujmy
menadżerowi Gejxo za to określenie, chociaż ja te 'kasy'
wstawiłabym gdzieś za kropką). Zabawa skończyła się wtedy, gdy
Huang zapomniał wyminąć ślepy zaułek i znaleźliśmy się w
komórce pod schodami, której istnienie do tego dnia, notabene, było
mi nieznane.
A w komórce,
jak to często bywa, było pod dostatkiem jednego:
Alkoholu.
I tak
rozwiązałam największy problem mój i Yuny, a mianowicie: skąd
pedały mają tyle wódki? Nagle stało się też jasne skąd
wytrzasnęli czysty spirytus, który wczoraj zamroczył ich na długie
godziny. Przystanęłam na chwilę, z podziwem oglądając idealnie
ustawione przezroczyste, szklane butelki. Tego na pewno nie układał
Xiumin, który spierdoliłby wszystko po jednym ruchu. Nie mógł
również tego zrobić Tao, który od razu wychlałby przynajmniej
jedną trzecią zawartości calutkiej komórki, a ta nie była mała.
Sehun... nie, wystarczy popatrzeć na moje sanki. Lay pomalowałby
wszystkie butelki, żeby odzwierciedlały wszystkie kolory tęczy a
następnie ustawił je tak, że po wejściu do schowka uśmiechałby
się do ciebie tęczowy jednorożec-pedofil. Suho by podłożył do
komórki ogień i odprawił egzorcyzmy. A że ta nadal była
nietknięta znaczyło tylko to, że lider o niej po prostu nie
wiedział. Lista podejrzanych się więc zwęża.
Może Luhan?
Czyżby nasz niewinny Jelonek okazał się nie do końca niewinny? A
może Kris, co by wytłumaczyło, jakim cudem on, który zwykle
trzeźwieje jako pierwszy, wciąż zwlekał swoje zwłoki z parteru?
I nagle mnie
uderzyło: kto wczoraj przynosił butelki, ciesząc się jak idiota?
Kto zmusił Yunę do wypicia pierwszego kieliszka (w jej wypadku to
działa jak domino, wypije jeden, chowaj zapasy wódki) jeszcze w
obecności menadżera?
Tak swoją
drogą, RIP menadżer.
– JONGDAE!
Tao padł.
Jedno z jego uszu krwawiło. Kris przeturlał się po schodach na sam
dół, co ja, siedząca w komórce pod nimi naturalnie słyszałam.
Sehun podniósł głowę, wymamrotał pod nosem 'Kochanie, nie tak
głośno, obudzisz wszystkich', po czym znowu palnął twarzą o
panele.
Rzeczony
koreańczyk zaczął pokonywać drogę do spiżarni, a brzmiało to
bardziej jakby pokonywał tor przeszkód. Kilka razy zarył łbem o
podłogę, ale zrobił to tylko dwa razy więcej niż o ścianę. Gdy
wreszcie doczołgał się do drzwi i spojrzał na mnie, momentalnie
zbladł. Rozejrzał się strwożony po pomieszczeniu i zbladł
jeszcze bardziej.
– Kurwaonamniezabije – wymamrotał spanikowany i bliski płaczu idol, po czym zaczął się intensywnie pocić.
– A więc przyznajesz się do popełnienia zarzucanej ci zbrodni? – zakpiłam, czysto retorycznie, byle by go pomęczyć te kilka sekund dłużej. I tak było wiadome, że to on.
– SUHO! RATUJ! AAAAA!!! – rozdzierający krzyk uciekającego wokalisty, za którym aż się kurzyło przeszył moje bębenki i jak chwilę wcześniej chciałam tylko trochę go podręczyć, ewentualnie lekko uszkodzić, tak teraz miałam ochotę go zamordować. I byłam pewna, że Bóg mi to wybaczy.
– Suho ci nie pomoże, idioto! Za to chętnie mi pomoże! Zawołaj go jeszcze raz i pokaż co narobiłeś!
– ALE JA CHCE
ŻYĆ!!! – odwrzeszczał płaczliwie Jongdae, w tym samym
momencie uderzając się o ścianę – Cheszcz, koszanieee. Maszcz
mafrdzo mienko klefte.
– Hę? – mruknął Suho,
wlepiając zdziwiony wzrok w Chena. Pominę fakt, że miał w dłoni
papierosa, za co chętnie bym go zajebała. Ale nie, na niego
przyjdzie czas. Na razie zajmiemy się Jongdae.
Fu, jednak nie. Dym za
bardzo mnie rani.
– CO TY MASZ W
DŁONI, SZMATO? – ryknęłam, a liderowi niedopałek wypadł z ust,
gdy rozwierał je w niemym wrzasku. Idiota po chwili zaczął skakać
jak kulawa małpa z cyrku, gdyż niedopałek trafił na jego spodnie. Poprzez jego nieskoordynowane ruchy pet przemieszczał się po nich, to
tu to tam, o centymetry mijając strategiczne miejsca jego ciała.
Przy okazji Suho pochwalił się wyższymi tonami niż te którymi
zasłynął Xiumin, a może nawet Chen. Sam zainteresowany leżał na
ścianie. Tak, na ścianie. Nie chciałam nawet wnikać jakim cudem
się do niej przykleił. Czułam, że ta informacja mi się nie
spodoba.
– SAMA JESTEŚ
SZMATA – odwrzeszczał obrażony Suho, równie piskliwym głosem,
co Tao.
– JAK ŚMIESZ
PODNOSIĆ NA MNIE GŁOS, GÓWNIARZU?
– JESTEM OD CIEBIE
STARSZY!
– TY?! CHYBA CIĘ
BÓG OPUŚCIŁ, PEDALE! TO NIE JA OGLĄDAM TELETUBISIE I SSĘ KCIUKA
PRZEZ SEN! – dorzuciłam swoje trzy grosze, a wyraz twarzy lidera
wynagrodził mi rozbolałe od krzyków gardło – coś taki zdziwiony?
Myślałeś, że nie wiem? Kochany, wszystko. Powtarzam WSZYSTKO co
może was skompromitować jest przez nas sukcesywnie odkrywane i
dokumentowane. Jeden fałszywy ruch, a te wszystkie brudy ujrzą
światło dzienne. Więc jeszcze raz. Kto rządzi w domu?
– Wy.
– Tak trzymaj.
Uśmiechnęłam się do
niego, zaciskając zęby, a chłopaka przeszły konkretne dreszcze.
Najwyżej przez kolejny tydzień będzie chodził z gęsia skórką,
trudno. Może nareszcie oduczy się...
– CHEN! – wrzasnął
nagle, raniąc mnie cholernie wysokimi nutami, jakich nie był w
stanie wyciągnąć z siebie nawet Sehun, gdy Yuna, oczywiście
świadomie, ignorowała jego zaloty i czytała mangę yaoi po
niemiecku. To chyba jedyna rzecz, jaką Yuna czyta. – CHEN-CHEN –
powtórzył, podbiegając do swojego przyjaciela, rozłożonego na
ścianie – Co mu zrobiłaś, wiedźmo?!
– Ile razy mam ci kurwa
powtarzać, że jedyną wiedźmą w tym domu jest Yuna? I dlaczego nie jesteś w
stanie zaśpiewać takich wysokich nut w studiu?
– Kot czarownicy –
stwierdził, a żyłka na mojej szyi zaczęła niebezpiecznie
pulsować. Niespodziewający się niczego lider Gejxo podniósł
Chena z jego oparcia (och ściano, zdradź mi twoje sekrety!), po
czym sam na niej wylądował, uprzednio załapując piękny, lewy
glan w tyłek. But był co prawda o kilka rozmiarów za duży na moją
stopę, a w dodatku jego prawego, życiowego partnera gdzieś wcięło.
Żyjemy w domu pedałów. Nawet buty to pedały. A prawy puszczał
się pewnie z prawym glanem z innej pary.
Do kuchni wtoczył się
Kris, uprzedzając mnie z odpowiedzią. Zaśmiał się histerycznie,
pocałował okno, złapał Chena za koszulkę i powlókł go po
podłodze do salonu.
– Kurwa – mruknęłam. –
Zostawiłam otwarty schowek.
– Jaki schowek?
– A, ty nie wiesz! –
uświadomiłam sobie, uśmiechając się do Suho. – Jongdae wyczaił
komórkę pod schodami rodem z Harry'ego Pottera, ale zamiast samemu
się w niej zamknąć, co ułatwiłoby sprawę Yunie i mnie, zrobił
tam...
– CZEKAJ, CO?
– No przecież mówię,
że...
– Wiem, że mówisz –
wymamrotał, machając lewą dłonią w powietrzu, a prawą
podpierając się o czoło – Czasem właśnie w tym jest problem.
Mogłabyś to powtórzyć, ale wolniej?
– A pierdol się.
– Tak, od początku
wydawało mi się, że do tego dążysz. Idę się pierdolić.
I poszedł się
pierdolić, włócząc nogami. Wywalał się chyba co metr. To był cudowny widok dla takiej sadystki jak ja, gdy lider uderzał twarzą o panele, wstawał z trudem, robił jeden niezdarny krok, po czym znowu rył łbem o podłogę. Aż żałowałam, że nie mam aparatu by uwiecznić ten cudowny moment. No trudno. To nie pierwszy i nie ostatni raz zapewne.
– Zrobię wam kiedyś z
tych dup jesień średniowiecza – mruknęłam pod nosem, wymijając
w drzwiach Luhana, który słysząc moje słowa zbladł ze strachu.
Jakby już ogólnie nie był dość blady. Gdyby teraz przyłożyć
jego twarz do nieskazitelnie czystej (co było dość dziwne) ściany,
zapewne nikt nie zauważyłby różnicy.
– SEO LEE – wrzasnął
Tao z salonu, przerywając mi rozmyślenia na temat karnacji Jelonka.
Ja pierdzielę, ten chłopak czasem potrafi ryknąć głośniej niż
ja. Różnica była taka, że ja się darłam, a on piszczał jak dziewica przed pierwszym razem. Tylko oczywiście żadna dziewica nie wyciągnęłaby aż takich wysokich tonów co chińczyk. Może powinnam zamieszkać na parterze, a on na strychu i
wrzeszczelibyśmy do siebie? – SEO!
– PRZYMKNIJ SIĘ,
HUANG – nie wytrzymałam. – JAK
BĘDĘ CHCIAŁA, TO PRZYJDĘ!
– ALE...
– SPYTAJ
SUHO, KTO RZĄDZI W DOMU!
– WY,
DO JASNEJ CHOLERY! – odkrzyknął lider. – A TERAZ PRZESTAŃCIE
WRZESZCZEĆ!
– MORDA,
SUHO!
Przerwałam
na chwilę, sięgając po wodę i nawilżając gardło. Zapowiadało
się sporo wrzasków, a ja w życiu nie dam się przekrzyczeć temu
pedałowi. Co to, to nie.
||YUNA||
Po zrobieniu zapisów wszędzie gdzie tylko to możliwe (nabazgrałam nawet szminką na lustrze w ich pokoju i na drzwiach kabiny również, oszczędzając jedynie kafelki, bo szkoda mi było fugi, a byłam zbyt podekscytowana by być dokładną i po prostu nie naruszać linii) i oczywiście po zrobieniu zdjęć moich dzieł, oraz ich licznych kopii, zeszłam na dół szczerząc się jak głupi do sera. Kierowałam się do salonu, jednak mijając kuchnie coś przykuło moją uwagę. Włączyłam więc wsteczny i cofnęłam się stając w progu pomieszczenia. Przekrzywiłam głowę w prawo, później w lewo i znowu w prawo.
Po czym powtórzyłam to trzy razy.
Coś, co samo nazywało siebie moim
chłopakiem leżało na ziemi i tuliło dużą butelkę po litrowej
Finlandii. Po chwili to coś zaczęło mruczeć i różowymi ustami
zaczęło obcałowywać pustą butelkę po alkoholu. Z mruczenia
wyłapałam coś na kształt "kochanie". Mogło to też być
"chlanie" pewności co do tego nie miałam, za to już
drugi raz w ciągu półgodziny nie byłam w stanie wyrobić ze
śmiechu. Pokiwałam powoli głową, opierając się barkiem o
framugę założyłam ramiona na piersiach.
– Widzę, że znowu mnie zdradzasz – stwierdziłam ze złośliwym uśmiechem – i to z ta samą butelką co wczoraj. Może zostawić was samych?
– Co? – chłopak słysząc mój głos poderwał głowę znad obściskiwanej i namiętnie całowanej butelki i spojrzał na mnie jak to miał w zwyczaju zamkniętymi oczami. Uniosłam pytająco brew, a Sehun rozwarł szerzej powieki patrząc na kochankę. Cóż z tego, że była ze szkła? Miała piękne wnętrze przecież. A przynajmniej miała je wczoraj. A potem przejął je Sehun i dzięki temu każdy mógł podziwiać jego wnętrze, gdy je zwrócił.
– Masz coś na swoją obronę? Jakby nie patrzeć, to nadal zdrada. Mimo, że twoja wybranka wydaje się trochę drętwa i nie odpowiada na twoje czułości – zakpiłam, uśmiechając się słodko.
– To to nie są twoje cycki? – zapytał powoli zachrypniętym przepitym głosem, a ja przetrzymałam powietrze w płucach kilka sekund dłużej by następnie głośno je wypuścić.
– Zapamiętaj ten moment, bo właśnie dzięki niemu zyskałeś dwutygodniowy szlaban – zatrzepotałam niewinnie rzęsami – Pa! – przesyłając chłopakowi całusa w powietrzu opuściłam kuchnię.
– Ja się nie dziwię, że was pomylił – oznajmiła złośliwie Seo, przewieszona przez oparcie kanapy. – Tak to już jest, jak nie odpowiada się na czułości swojego wybranka.
Kulturalnie ją zignorowałam. No może nie zupełnie, bo równie kulturalnie pokazałam jej środkowy palec.
Siedziałam na kanapie, patrząc się w wyłączony telewizor. I dobrze. I tak mój wzrok nadal był zbyt wrażliwy na wszystkie szybko następujące po sobie obrazy. Promocje, koncerty i wszelkie inne występy EXO powinny zostać zabronione. W przeciwnym razie chłopcy zmienią nazwę zespołu na Anonimowi Alkoholicy z Exoplanety, a biorąc pod uwagę to, że zna ich cała Korea, jeśli nie większa część świata, to anonimowi będą tylko z nazwy. Trudno, ich problem.
Wytrzeźwiałam jakieś dwie godziny temu, gdy nareszcie ktoś inteligentny inaczej i z ogromnym kacem zwalił Krisa z szafki, dając nam dostęp do aspiryny. Bodajże był to Xiumin. Tak, to zdecydowanie był Xiumin. W końcu to on uchodził za żelazne dłonie EXO i nawet samego Krisa bił na łeb jeśli chodzi o silne ręce.
ZAPAMIĘTAĆ: zrobić duuuży zapas tego cudownego leku. Warning! warning!
Jeśli parszywa dwunastka nadal będzie miała tyle występów, które będą później opijać hektolitrami alkoholu, to co najmniej karton specyfiku powinien zawsze być w domu. Przy dobrych wiatrach, na tydzień powinno starczyć.
Może jeśli zamówimy hurtowo u producenta, to dostaniemy zniżkę? Może chłopcy powinni zacząć reklamować lekarstwo? Wtedy dostaniemy za darmo! Muszę porozmawiać z ich menadżerem.
– O czym myślisz? – zapytał Sehun patrząc na mnie z dołu ciemnymi oczętami, które doprowadzają fanki do grzybicy pochwy. Po zażyciu słusznej dawki aspiryny, którą sama mu podałam, chłopak przepraszał mnie przez prawie godzinę za zdradzanie mnie z zimną suką, czyli butelką po wódce. Normalnie bym mu nie wybaczyła, z czystej chęci dręczenia go i upajania się jego zmaltretowaną miną, ale chyba parę chwil przed zaaplikowaniu leku jemu, ja strzeliłam sobie o dwie tabletki za dużo w wyniku czego stałam się bardziej miękka i wrażliwa, a co ważniejsze, o wiele bardziej podatna na urok i słodycz własnego chłopaka, którą już dawno nauczyłam się ignorować, by go wychować, tak jak chciałam, a co za tym idzie uległam jego szczenięcemu spojrzeniu.
– Widzę, że znowu mnie zdradzasz – stwierdziłam ze złośliwym uśmiechem – i to z ta samą butelką co wczoraj. Może zostawić was samych?
– Co? – chłopak słysząc mój głos poderwał głowę znad obściskiwanej i namiętnie całowanej butelki i spojrzał na mnie jak to miał w zwyczaju zamkniętymi oczami. Uniosłam pytająco brew, a Sehun rozwarł szerzej powieki patrząc na kochankę. Cóż z tego, że była ze szkła? Miała piękne wnętrze przecież. A przynajmniej miała je wczoraj. A potem przejął je Sehun i dzięki temu każdy mógł podziwiać jego wnętrze, gdy je zwrócił.
– Masz coś na swoją obronę? Jakby nie patrzeć, to nadal zdrada. Mimo, że twoja wybranka wydaje się trochę drętwa i nie odpowiada na twoje czułości – zakpiłam, uśmiechając się słodko.
– To to nie są twoje cycki? – zapytał powoli zachrypniętym przepitym głosem, a ja przetrzymałam powietrze w płucach kilka sekund dłużej by następnie głośno je wypuścić.
– Zapamiętaj ten moment, bo właśnie dzięki niemu zyskałeś dwutygodniowy szlaban – zatrzepotałam niewinnie rzęsami – Pa! – przesyłając chłopakowi całusa w powietrzu opuściłam kuchnię.
– Ja się nie dziwię, że was pomylił – oznajmiła złośliwie Seo, przewieszona przez oparcie kanapy. – Tak to już jest, jak nie odpowiada się na czułości swojego wybranka.
Kulturalnie ją zignorowałam. No może nie zupełnie, bo równie kulturalnie pokazałam jej środkowy palec.
Siedziałam na kanapie, patrząc się w wyłączony telewizor. I dobrze. I tak mój wzrok nadal był zbyt wrażliwy na wszystkie szybko następujące po sobie obrazy. Promocje, koncerty i wszelkie inne występy EXO powinny zostać zabronione. W przeciwnym razie chłopcy zmienią nazwę zespołu na Anonimowi Alkoholicy z Exoplanety, a biorąc pod uwagę to, że zna ich cała Korea, jeśli nie większa część świata, to anonimowi będą tylko z nazwy. Trudno, ich problem.
Wytrzeźwiałam jakieś dwie godziny temu, gdy nareszcie ktoś inteligentny inaczej i z ogromnym kacem zwalił Krisa z szafki, dając nam dostęp do aspiryny. Bodajże był to Xiumin. Tak, to zdecydowanie był Xiumin. W końcu to on uchodził za żelazne dłonie EXO i nawet samego Krisa bił na łeb jeśli chodzi o silne ręce.
ZAPAMIĘTAĆ: zrobić duuuży zapas tego cudownego leku. Warning! warning!
Jeśli parszywa dwunastka nadal będzie miała tyle występów, które będą później opijać hektolitrami alkoholu, to co najmniej karton specyfiku powinien zawsze być w domu. Przy dobrych wiatrach, na tydzień powinno starczyć.
Może jeśli zamówimy hurtowo u producenta, to dostaniemy zniżkę? Może chłopcy powinni zacząć reklamować lekarstwo? Wtedy dostaniemy za darmo! Muszę porozmawiać z ich menadżerem.
– O czym myślisz? – zapytał Sehun patrząc na mnie z dołu ciemnymi oczętami, które doprowadzają fanki do grzybicy pochwy. Po zażyciu słusznej dawki aspiryny, którą sama mu podałam, chłopak przepraszał mnie przez prawie godzinę za zdradzanie mnie z zimną suką, czyli butelką po wódce. Normalnie bym mu nie wybaczyła, z czystej chęci dręczenia go i upajania się jego zmaltretowaną miną, ale chyba parę chwil przed zaaplikowaniu leku jemu, ja strzeliłam sobie o dwie tabletki za dużo w wyniku czego stałam się bardziej miękka i wrażliwa, a co ważniejsze, o wiele bardziej podatna na urok i słodycz własnego chłopaka, którą już dawno nauczyłam się ignorować, by go wychować, tak jak chciałam, a co za tym idzie uległam jego szczenięcemu spojrzeniu.
Bywa, znajdę na niego coś innego. A
znając jego sam mi coś znowu wywinie, więc wtedy będę mogła się
odegrać, za nadmierną uległość wobec jego osoby wynoszącą aktualnie AŻ 1%, zamiast stałego i niezmiennego zera. To wartość
bezwzględna.
– Skąd wiesz, że o czymś myślę? – spytałam obojętnie, bo naprawdę mnie to nie interesowało.
Niestety szatynowi trzeba było poświęcać w cholerę dużo uwagi, bo w przeciwnym razie zaczynał się nudzić i czuć odrzucony, a to kończyło się tym, że musiałam ratować go z różnych opresji, jak na przykład wtedy, gdy zaginął na 3 dni. Tak o, po prostu wyszedł z domu, czego nikt nie zauważył i włóczył się smutny po Seulu, dopóki nie znalazły go psychofanki, które chciały go wykorzystać do niecnego planu utraty dziewictwa w wieku 14 lat. Gdy szok minął, Sehun powiedział, że był tak wystraszony wizją gwałtu na jego zajebistej osobie i masowej zdradzie mojej osoby (co dodał tylko dlatego, by nie zostać wykastrowanym tępym nożem, lub nie zyskać podbitych oczu, które upodabniały by go do Tao, przez co jeszcze Seo mogłaby ich pomylić), że uciekał dopóki nie zatrzymał się na pustej drodze w środku lasu, gubiąc przy tym czapkę oraz rękawiczki i nie uświadomił sobie, że nie wie gdzie jest i, że na pewno nie zdąży na wieczorynkę. Od razu wyjaśniam – wieczorynką w tym domu chłopcy zwą swoje występy na galach gdzie odbierali bardzo ważne nagrody. Nagrania losowo są puszczane codziennie o godzinie dwudziestej pierwszej. Kiedyś była to dziewiętnasta, ale po zdobyciu kolejnej bardzo ważnej nagrody, panowie stwierdzili, że są już wystarczająco duzi, by iść spać po 23 więc, by uniknąć ich jęków, które mogły nas doprowadzić do masowego mordu, za który znienawidziłaby nas cała Azja i połowa świata (ta większa) zgodziłyśmy się na wydłużenie ich czasu wolnego dla świętego spokoju. Którego i tak nie mamy.
Wracając do Sehuna.
Błąkał się przerażony przez całą noc, następny dzień i kolejną noc po opuszczonej drodze, aż w końcu, gdy miał dosyć strasznych, dziwnych dźwięków, które okazały się huczeniem sów, których od tamtej pory się panicznie boi, postanowił iść gdzie go droga powiedzie, aż trafił do jakieś wioski i poprosił o pomoc.
Gdy Oh walczył o przeżycie cierpiąc na syndrom odrzucenia, ja siedziałam przed telewizorem i zastanawiałam się czemu od pewnego czasu mam spokój od upierdliwego szatyna z boysbandu molestującego wszystkie części mojego ciała ze szczególnym naciskiem na piersi. Wszyscy milczeli na ten temat, to oczywiście znaczy, że po prostu nikt nic o chłopaku nie mówił, a ja nie miałam zamiaru też pytać, by przypadkiem nie wywołać kurwy z lasu.
Dzwonek do drzwi nie wywołał u mnie żadnych złych przeczuć, a powinien. Z chwilą, gdy otworzyłam drzwi parę miesięcy sesji z psychoterapeutą szlag trafił, tak samo jak mój spokój.
Przed domem stał Sehun z dwoma policjantami, którzy mieli minę maksymalnie zirytowaną. Jeden rzut oka na zasmarkanego i pociągającego nadal nosem idola i wiedziałam dlaczego.
Po kilku zdawkowych pytaniach i moich jeszcze krótszych odpowiedziach, przejęłam rozdygotanego chłopaka od stróży prawa, którzy odetchnęli z ulgą, w czasie gdy ja wzdychałam z udręki.
Może i byłabym w stanie zrozumieć, że głupek wyszedł na spacer, czy na jogging, czy choćby kurwa do sklepu w centrum i zabłądził, ale jego wytłumaczenie sprawiło, że prawie wszystkie szare komórki w moim udręczonym mózgu po prostu umarły. Zdechły. Wyzionęły ducha. Kopnęły w kalendarz. Wykitowały.
Otóż powodem ucieczki Sehuna, było to, że zignorowałam jego zaproszenie na oglądanie z nim maratonu tej głupiej bajki o jakże cudownym tytule "Czas na przygodę". Albo to była "Pora na przygodę"? Mniejsza z tym.
Może i bym to przeżyła, ale maraton trwał bite cztery godziny i zaczynał się o 2:35 w nocy, gdy ja obracałam się na drugi bok. Co zrobiłam akurat wtedy gdy podjarany szatyn wparował z impetem do naszej wspólnej sypialni i zaczął skomleć i wyć nad moim uchem, bym w imię jego chorej radości poświęciła swoje biedne szare komórki, których codziennie od kilku lat ten człowiek sukcesywnie i z miną niewinnego idioty oraz uśmiechem na twarzy mnie pozbawiał.
Tak więc, zupełnie zignorowałam jego prośby, a zraniony do głębi Oh postanowił pójść gdzie go nogi poniosą, by móc cierpieć z powodu mojego okrucieństwa w ciszy i samotności.
Na następny dzień dostał trzytygodniowy szlaban na seks i został wysłany do dentysty. Nie żeby miał problemy z zębami, nie. Po prostu wiedziałam jak panicznie boi się stomatologa, więc była to moja zemsta. Jak już miałam być okrutna, to po całości. A po drugie, kazałam dentyście zamontować maleńki nadajnik gps w jego dziąśle, żebym zawsze wiedziała gdzie pojechać aby go dobić, gdy drugi raz wpadnie mu do głowy samotne wędrowanie po stolicy i jej okolicach z powodu zranionych uczuć.
Od tamtej pory, gdy chłopak czuł się odrzucony, gdy ja go z pełną premedytacją ignorowałam, zaczął dzwonić na policje.
Po dziś dzień Sehun nie potrafi zrozumieć jakim cudem władze mogą być tak obojętne i nie czułe by nie interweniować gdy dopuszczam się strasznej zbrodni, czyli olewania jego zajebistej osoby. Nie dociera do niego, że na takie przewinienia nie ma paragrafu, a ja pozostaję bezkarna.
Po kilku takich telefonach numer idola został zablokowany na wszystkich posterunkach w Seulu.
– Bo masz zamyśloną minę – mruknął, wyrywając mnie ze świata wspomnień, w które nadal trudno uwierzyć.
– Ty też taką miewasz, a to wcale nie znaczy, że myślisz – zauważyłam wzdychając, po czym ziewnęłam, przeciągając się mocno. Moje ciało wygięło się ostro w łuk, a Oh zafascynowany badał krzywiznę moich pleców.
– Ty nie masz kręgosłupa – wyszeptał sunąc dłonią po kręgach, bardzo zafrapowany.
– Właśnie trzymasz na nim ręce, idioto – warknęłam i oparłam szybko plecy o oparcie kanapy, co Sehun skomentował wyjątkowo urażonym spojrzeniem.
– To jest niemożliwe, żebyś się tak wyginała mając kręgosłup – zmrużył oczy, próbując mnie wystraszyć. Ehe, już się boje. Właśnie spierdalam do Australii.
– Niemożliwe to żyć bez mózgu. A jak widać, wasza dwunastka jakoś żyje – stwierdziłam ironicznie, czego chłopak oczywiście nie wyłapał. Przy nim moją główną broń szlag trafia. Chłopak nie pojmuje ani ironii, ani sarkazmu.
Przestałam zwracać uwagę na Sehuna, który właśnie analizował moje słowa próbując z marnym skutkiem je zrozumieć, gdy do salonu zleciało się stado dzikich szympansów, którzy niestety już doszli do siebie. Zacierając ręce jak nauczyciel z sadystycznymi odruchami wołający najsłabszego ucznia do tablicy, do naszego dupnego kina domowego podszedł Chanyeol wkładając do odtwarzacza płytę wyciągniętą z jasnego opakowania. Szczęka mi opadła, gdy zobaczyłam napisaną czarnym markerem nazwę wczorajszej imprezy, gdzie EXO było główną atrakcją. Jednak po jakiejś jednej setnej sekundy, na mojej twarzy wykwitł złośliwy uśmiech. To się pedały zdziwią. Moja pamięć już zdążyła wrócić na swoje miejsce, więc dokładnie wiedziałam co jest nagrane na płycie. Koło mnie usiadła zirytowana Seo, a ja dostrzegłam maksymalnie smutnego Huanga tulącego się do Krisa. A nie mówiłam, że pedały? Niczyj smutek nie cieszył mnie tak bardzo jak smutek któregoś z pedałów. Tak, wliczałam w to wszystkich 12 członków, swojego chłopaka również. W końcu "we are one", nie? To, że z nim sypiałam i pozwalałam łaskawie nazywać się jego dziewczyną nie znaczyło, że traktowałam go lepiej. Co to to nie.
– Co on kurwa robi z tym dvd? – zapytała skrzywiona Seo patrząc jak Czankie znęca się nad odtwarzaczem – chyba jeszcze nie wytrzeźwiał.
– Owszem, wytrzeźwiał. On zawsze tak włącza filmy na dvd – uświadomiłam przyjaciółkę, która z rezerwą obserwowała poczynania rapera. Zerknęłam na nią ciekawa. Była zirytowana bardziej niż zwykle. To znaczy bardziej niż zwykle bywa, gdy przebywa z całym EXO w jednym pomieszczeniu.
– Oho, co tym razem? – zapytałam, na co brunetka warknęła tylko pod nosem jak wkurwiony pit bull i spojrzała z mordem w oczach na smutnego Zitao, ignorując kompletnie moje pytanie.
– Kota to ja dostaję codziennie przez ciebie, myślisz, że kolejnego wytrzymam? – podniosła głos uderzając pięścią w bogu ducha winną kanapę. Po tym jednym zdaniu wiedziałam już o co chodzi i czemu Seo stała się bombą zegarową, której katalizatorem był blondwłosy chińczyk. Zresztą, zawsze nim był. Postanowiłam podręczyć Tao jeszcze trochę.
– Ty nie wytrzymasz, Tao nie wytrzyma, kot nie wytrzyma. Nikt tego nie wytrzyma – stwierdziłam grobowym głosem, strasząc jeszcze bardziej blondyna. Po chwili dało się słyszeć jego kwilenie które nasilało się z każdą sekundą. Spojrzałam zaintrygowana w stronę zespołowej płaczki wtulonej w Krisa. No jak nie pedały, jak pedały?!
– Obie jesteście okrutne! Chciałem być tylko miły i kupić ci małego słodkiego kotka! Co w tym złego?! – zawył na swoją obronę, zupełnie nie rozumiejąc swojego błędu. Seo oczywiście warczała przy słowach "małego słodkiego kotka", a przy ostatnim, chciałam jej założyć kaganiec, albo chociaż zamienić się miejscami z Sehunem, by być poza jej zasięgiem. Tak na wszelki wypadek. Jednak gdy dostałam wyjaśnienie wkurwienia Seo rozdziawiłam lekko usta, zapominając na chwile o czyhającym niebezpieczeństwie, jeśli Tao nierozważnie jeszcze raz użyje tego słowa które zaczyna się na K, a kończy na OT – Kris puść już to nagranie – wychlipał w ramie lidera jak gdyby nigdy nic. Nie dość że pedał, to jeszcze głupi. W poprzednim życiu ja i Seo byłyśmy na bank Hitlerem i Stalinem, bo nie widziałam innego powodu by teraz los nas tak doświadczał.
– Pojebało cię? – spytałam zniesmaczona jego ograniczeniem próżni między uszami, bo mózgu tam na pewno nie było. – Jeśli jest na tym świecie coś czego Seo nienawidzi najbardziej to na pewno są to koty. – uświadomiłam chłopaka, który wbił we mnie zapłakane oczęta. Urocze, doprawdy. Aegyo level: Zitao.
– Zawsze myślałem, że to ja – odparł smutno i było po mnie.
Nie.
Wróć.
Było po NAS.
W jednym momencie obie wybuchnęłyśmy śmiechem i to tak, że obie spadłyśmy od razu z kanapy i tarzałyśmy się po podłodze, wyginając się od głośnego i szaleńczego rechotu.
– Ona na pewno nie ma kręgosłupa – w tle usłyszałam wyraźnie głos Sehuna mocno zamyślony i zdeterminowany, by udowodnić mi, że jestem bezkręgowcem.
– Ty... hahahahahahahahahahaha – zaczęła Seo, jednak po chwili nie wyrobiła i znowu zgięła się w pół rżąc jak przysłowiowy koń.
– Hahahahahahahahahahahahaha, myślisz.... hahahahahahahahahahaha – przejęłam pałeczkę, ale również nie dałam rady powstrzymywać radości przez którą zaczęła mi już chyba lecieć para z uszu.
–ZAWSZE! – ryknęłyśmy razem zaczynając śmiać się jeszcze głośniej niż wcześniej.
Uspokoiłyśmy się dopiero piętnaście minut później, ale dzięki temu Tao nie był jedyną osobą z zapłakanymi oczami w naszym salonie. Oczywiście byłyśmy jedynymi, które rozumiały komizm sytuacji reszta pedałów była wyraźnie zagubiona, co nas wcale nie zdziwiło. Oni gubili się nawet w drodze do własnego pokoju, co było do przeżycia trzy dni po ich debiucie, ale teraz, gdy od tego czasu minęły prawie cztery lata oczekiwałyśmy jakiejś poprawy w tej sprawie, jednak nic się nie stało, a chłopcy jak mylili pokoje, tak mylą je nadal.
Wzięłam głęboki oddech, odzyskując rezon i spojrzałam na Tao.
– Ale wy jesteście razem, nie? – zapytałam poważnie, a zagubiony wyraz twarzy chińczyka się nie zmienił, więc ostatecznie machnęłam tylko ręką dając sobie spokój – nie ważne. Włączcie już lepiej to nagranie, nie mogę się doczekać aż je obejrzycie – uśmiechnęłam się szatańsko.
– Jeeeeej – Chanyeol wbił we mnie radosne spojrzenie – pierwszy raz jesteś dla nas taka miła.
Wyłapałam zdziwione spojrzenie Seo i puściłam jej oczko, po chwili patrząc sugestywnie na opakowanie. Dziewczyna pojęła od razu i przybrała dokładnie ten sam wyraz twarzy co ja.
– Pierwszy i ostatni – powiedziałam z satysfakcją pod nosem.
– Włączcie już to nagranie – zatrzepotała rzęsami Seo, a Xiumin usłużnie spełnił jej prośbę naciskając play na pilocie.
– Czas na show – pokiwałam głową i oblizałam usta. Seo zatarła ręce i wszyscy zgodnie wbiliśmy wzrok w plazmowy ekran zajmujący prawie całą ścianę naszego salonu.
Otóż chłopcy od dawna wiedzieli, że wystąpią na gali. Nie mam pojęcia któremu wpadł owy pomysł do pustki w czaszce, ale każdy jak jedno ciało strzelił sobie po kielichu centralnie przed występem. Gdyby była to normalna wódka, zapewne nic by się nie stało. Jednak chłopcy jakimś cudem zdobyli czyściutki niczym Maryja Dziewica spirytus. No i gdyby naprawdę użyli kieliszków, a nie szklanek do whisky.
Światła rozbłysły, rozległy się gromkie brawa, a na odpicowanej scenie stanął odpicowany prezenter. Palnął kilka zdawkowych i zabawnych inaczej słów powitania by zaprzyjaźnić się z liczną widownią aż wreszcie z jego ust padły wyczekiwane przez nas słowa, które zwiastowały najlepsze dwie godziny naszego życia w dzisiejszym dniu.
– A teraz wystąpi gość specjalny. Jest ich dwunastu, jednak jak sami o sobie mówią są jednością. Przystojni, utalentowani – jednym słowem cudowni. Pewnie każdy z was czeka na ich pojawienie się na scenie tak samo niecierpliwie jak ja, mam racje? – zaśmiał się perliście, a ja i Seo prychnęłyśmy zniesmaczone.
–Jakim cudem jeszcze go widać? Wchodzi im tak głęboko w ich zjednoczoną dupę, że zaraz wyjdzie ich zjednoczonymi uszami – syknęłam zirytowana, a Seo spojrzała na mnie rozbawiona i zmarszczyła brwi – co?
– Wiesz, że wczoraj po tych samych słowach prezentera powiedziałaś dokładnie to samo co sekundę temu? – spytała nie kryjąc radości.
– Tak, wiem. Po prostu nie mogę się powstrzymać. To silniejsze ode mnie – westchnęłam i zignorowałam jej krótki śmiech wpatrując się w wyświetlane sceny. Dupowłaz głośno i wyraźnie zaprosił EXO, które zdecydowanie zbyt tanecznym krokiem wbiegło na scenę i rozbiegło się każdy w inną stronę. I tutaj zaczynało się show. Prawdziwe i na pewno nie zapisane w scenariuszu występu.
EXO zaczęło tańczyć. Z głośników leciał podkład do "Wolf", jednak zabrakło wokalu.
Nie, inaczej.
Wokal był.
Ale nie ten który powinien.
Chanyeol, do którego należał rap na początku zamiast rapować swoją kwestię, wykonywał piosenkę Eminema "We Made You".
– Guess who? Did you miss me? Jessica Simpson, sing the chours... – poleciało z głośników, a ja usłyszałam jak Park przełknął głośno ślinę. Spojrzałam na niego ze złośliwym uśmiechem.
– Skąd tyś wytrzasnął Jessicę Simpson? Znowu oglądałeś MTV? – zapytałam, znając słabość rapera do tego chujowego kanału.
– Nie! – zaprzeczył szybko, a jego oczy otworzyły się szerzej z przerażenia.
– Ale wiesz, że się dowiem, prawda? To będzie na rachunku za kablówkę – uświadomiłam pedała, opierając się z powrotem o kanapę. Ku mojej radości mogłam słuchać kłótni Baekhyuna i Chanyeola. Albo raczej samego Baekhyuna, który warczał: "Kim jest ta zdzira?", a Chanyeol jedynie kwilił jak ranna wiewiórka.
– To jest piękne! – stwierdziła Seo, znowu rozłożona na podłodze. – A dalej jest tylko lepiej!
– O nie – pisnął Tao, zapewne chcąc teraz wstać i uciekać. Bardzo słusznie, zważając na to, co śpiewał.
– SIAD, HUANG! – padł twardy rozkaz z ust rozpłaszczonej na panelach Seo Lee.
Przestraszony, klapnął na podłogę i schował twarz w dłoniach. Seo nie chciało się wstawać, więc zupełnie olała protesty Sehuna i ułożyła nogi dokładnie między nami, po czym wykrzywiła głowę do tylu, by mieć w zasięgu wzroku cały ekran. Nie wiem, dlaczego Lee tak bardzo lubi leżeć lub półleżeć na podłodze i raczej nigdy tego nie zrozumiem. Spytana o to, odpowiedziała, że podłoga to jej wierna przyjaciółka, i regularnie się na niej kładzie, by nie wykonywać trzydzieści razy na minutę swojego firmowego, przepięknego facepalma. Dla niewtajemniczonych – Seo bierze rozbieg i jebie głową o podłogę. Bardzo często. Nie wiem, jakim cudem jej czaszka wciąż jest na miejscu, albo nie ma doszczętnie zbitej twarzy. Wręcz przeciwnie – ma się bardzo dobrze. Jednak ja wolę nie ryzykować i wykonuję raczej standardowy plask o czoło. Aż tak blisko spokrewniona z podłogą nie jestem.
Moje rozmyślania przerwał jednak pisk fanek i ich głośne śmiechy. Chen uśmiechnął się do nich niczym rasowy pedofil, po czym wrócił do swojego poprzedniego zajęcia, jakim było gwałcenie mikrofonu. Dosłowne gwałcenie mikrofonu. Chen na statywie poruszał się niczym najlepiej wyszkolona striptizerka, jaką widział ten świat. Seo parsknęła śmiechem, ja zaczęłam głupio rżeć, a sam zainteresowany spłonął intensywnym rumieńcem i wymruczał pod nosem 'to nie może być prawda' po rosyjsku. Chyba ze mną źle. Albo to oni nadużywają tego zdania. Cóż, podczas gdy Seo i ja porozumiewamy się w żargonie szatana (czyt. niemiecki, chociaż to powinno być oczywiste o jaki język chodzi), oni również zdecydowali się nauczyć jakiegoś nowego języka, albo przynajmniej zagranicznych przekleństw. Debile nie wpadły na to, że jeśli chodzi o przekleństwa i proste zdania to rozumiemy prawie każdy język, prócz suahili.
Gejxo, jak na nich mówi Lee, wykonało niezwykle piękny taniec: stanęli przodem do swoich fanek, wyciągnęli ręce zgięte w łokciach do przodu i poczęli wykonywać niezbyt kulturalne ruchy, kręcąc przy tym biodrami. Tym razem wszyscy spalili buraka, a Sung i ja rechotałyśmy głośno przez następne kilkanaście sekund.
Następna część show należała do Krisa i Kaia którzy nie przejmując się tym, że już dawno powinni zacząć śpiewać, wysunęli się śmiało do przodu, oparli o siebie plecami i zaczęli fałszować na cały głos:
– PLEASE EXCUSE ME, I DON'T WANNA BE RUDE...
– O nie – jęknęli wszyscy naraz, bardzo dobrze wiedząc, co się zaraz stanie. Seo, wyginając ciało pod dziwnym kątem spojrzała z szerokim uśmiechem na Huanga, który, blady i przestraszony, przytulił się jeszcze mocniej do Krisa. Sehun skulił się w rogu kanapy, udając, że go tam nie ma. Chanyeol zacisnął zęby, Baekhyun poszedł w jego ślady, a reszta Gejxo wstrzymała oddech.
– BUT TONIGHT I'M FUCKIN YOU – dołączyli się wszyscy, śpiewając niezwykle i niespodziewanie czysto. Seo i ja turlałyśmy się ze śmiechu, oni płonęli ze wstydu i przyrzekali sobie, że już nigdy więcej nie będą pić przed występem. Luhan podszedł do odtwarzacza, chcąc go wyłączyć.
– NEIN, XIAO – warknęłam, a blondyn wyglądał, jakbym właśnie postrzeliła go z karabinu. – Ani się waż. Obejrzycie to do końca.
– Xiumin – poprosił płaczliwie blondynek robiąc minę łapiącą za serce wszystkich w pomieszczeniu, prócz mnie i Seo. I Kaia, który nadal obrażony siedział jak najdalej od jelonka, rzucając mu maksymalnie wściekłe spojrzenie i wręcz na pokaz flirtując z Kyungsoo. Kim oczywiście wstał, chcąc zakończyć nasze show, ale przeszkodziła mu w tym Lee.
– SITZEN! – wrzasnęła głośno, a ja po raz kolejny byłam pod wrażeniem, gdy ze ściany spadła obramowana płyta winylowa świętej pamięci Freddiego Mercury'ego. Płycie na całe szczęście nic się nie stało, bo Suho, chyba z nas wszystkich najprzytomniejszy, złapał ją w locie. Mojej uwadze nie umknęło, że chłopak próbował uciec i palcem pokazałam mu skrawek podłogi obok Seo, na który posłusznie klapnął dupskiem. Zadziwiające. Każdy z pedałów jest od nas starszy, a jednak to my miałyśmy w tym domu najwięcej autorytetu. Nawet menadżer, przychodzący regularnie, by sprawdzić, czy pedały jeszcze żyją, kulił się potulnie w kącie, gdy miałyśmy zły humor.
– Skąd wiesz, że o czymś myślę? – spytałam obojętnie, bo naprawdę mnie to nie interesowało.
Niestety szatynowi trzeba było poświęcać w cholerę dużo uwagi, bo w przeciwnym razie zaczynał się nudzić i czuć odrzucony, a to kończyło się tym, że musiałam ratować go z różnych opresji, jak na przykład wtedy, gdy zaginął na 3 dni. Tak o, po prostu wyszedł z domu, czego nikt nie zauważył i włóczył się smutny po Seulu, dopóki nie znalazły go psychofanki, które chciały go wykorzystać do niecnego planu utraty dziewictwa w wieku 14 lat. Gdy szok minął, Sehun powiedział, że był tak wystraszony wizją gwałtu na jego zajebistej osobie i masowej zdradzie mojej osoby (co dodał tylko dlatego, by nie zostać wykastrowanym tępym nożem, lub nie zyskać podbitych oczu, które upodabniały by go do Tao, przez co jeszcze Seo mogłaby ich pomylić), że uciekał dopóki nie zatrzymał się na pustej drodze w środku lasu, gubiąc przy tym czapkę oraz rękawiczki i nie uświadomił sobie, że nie wie gdzie jest i, że na pewno nie zdąży na wieczorynkę. Od razu wyjaśniam – wieczorynką w tym domu chłopcy zwą swoje występy na galach gdzie odbierali bardzo ważne nagrody. Nagrania losowo są puszczane codziennie o godzinie dwudziestej pierwszej. Kiedyś była to dziewiętnasta, ale po zdobyciu kolejnej bardzo ważnej nagrody, panowie stwierdzili, że są już wystarczająco duzi, by iść spać po 23 więc, by uniknąć ich jęków, które mogły nas doprowadzić do masowego mordu, za który znienawidziłaby nas cała Azja i połowa świata (ta większa) zgodziłyśmy się na wydłużenie ich czasu wolnego dla świętego spokoju. Którego i tak nie mamy.
Wracając do Sehuna.
Błąkał się przerażony przez całą noc, następny dzień i kolejną noc po opuszczonej drodze, aż w końcu, gdy miał dosyć strasznych, dziwnych dźwięków, które okazały się huczeniem sów, których od tamtej pory się panicznie boi, postanowił iść gdzie go droga powiedzie, aż trafił do jakieś wioski i poprosił o pomoc.
Gdy Oh walczył o przeżycie cierpiąc na syndrom odrzucenia, ja siedziałam przed telewizorem i zastanawiałam się czemu od pewnego czasu mam spokój od upierdliwego szatyna z boysbandu molestującego wszystkie części mojego ciała ze szczególnym naciskiem na piersi. Wszyscy milczeli na ten temat, to oczywiście znaczy, że po prostu nikt nic o chłopaku nie mówił, a ja nie miałam zamiaru też pytać, by przypadkiem nie wywołać kurwy z lasu.
Dzwonek do drzwi nie wywołał u mnie żadnych złych przeczuć, a powinien. Z chwilą, gdy otworzyłam drzwi parę miesięcy sesji z psychoterapeutą szlag trafił, tak samo jak mój spokój.
Przed domem stał Sehun z dwoma policjantami, którzy mieli minę maksymalnie zirytowaną. Jeden rzut oka na zasmarkanego i pociągającego nadal nosem idola i wiedziałam dlaczego.
Po kilku zdawkowych pytaniach i moich jeszcze krótszych odpowiedziach, przejęłam rozdygotanego chłopaka od stróży prawa, którzy odetchnęli z ulgą, w czasie gdy ja wzdychałam z udręki.
Może i byłabym w stanie zrozumieć, że głupek wyszedł na spacer, czy na jogging, czy choćby kurwa do sklepu w centrum i zabłądził, ale jego wytłumaczenie sprawiło, że prawie wszystkie szare komórki w moim udręczonym mózgu po prostu umarły. Zdechły. Wyzionęły ducha. Kopnęły w kalendarz. Wykitowały.
Otóż powodem ucieczki Sehuna, było to, że zignorowałam jego zaproszenie na oglądanie z nim maratonu tej głupiej bajki o jakże cudownym tytule "Czas na przygodę". Albo to była "Pora na przygodę"? Mniejsza z tym.
Może i bym to przeżyła, ale maraton trwał bite cztery godziny i zaczynał się o 2:35 w nocy, gdy ja obracałam się na drugi bok. Co zrobiłam akurat wtedy gdy podjarany szatyn wparował z impetem do naszej wspólnej sypialni i zaczął skomleć i wyć nad moim uchem, bym w imię jego chorej radości poświęciła swoje biedne szare komórki, których codziennie od kilku lat ten człowiek sukcesywnie i z miną niewinnego idioty oraz uśmiechem na twarzy mnie pozbawiał.
Tak więc, zupełnie zignorowałam jego prośby, a zraniony do głębi Oh postanowił pójść gdzie go nogi poniosą, by móc cierpieć z powodu mojego okrucieństwa w ciszy i samotności.
Na następny dzień dostał trzytygodniowy szlaban na seks i został wysłany do dentysty. Nie żeby miał problemy z zębami, nie. Po prostu wiedziałam jak panicznie boi się stomatologa, więc była to moja zemsta. Jak już miałam być okrutna, to po całości. A po drugie, kazałam dentyście zamontować maleńki nadajnik gps w jego dziąśle, żebym zawsze wiedziała gdzie pojechać aby go dobić, gdy drugi raz wpadnie mu do głowy samotne wędrowanie po stolicy i jej okolicach z powodu zranionych uczuć.
Od tamtej pory, gdy chłopak czuł się odrzucony, gdy ja go z pełną premedytacją ignorowałam, zaczął dzwonić na policje.
Po dziś dzień Sehun nie potrafi zrozumieć jakim cudem władze mogą być tak obojętne i nie czułe by nie interweniować gdy dopuszczam się strasznej zbrodni, czyli olewania jego zajebistej osoby. Nie dociera do niego, że na takie przewinienia nie ma paragrafu, a ja pozostaję bezkarna.
Po kilku takich telefonach numer idola został zablokowany na wszystkich posterunkach w Seulu.
– Bo masz zamyśloną minę – mruknął, wyrywając mnie ze świata wspomnień, w które nadal trudno uwierzyć.
– Ty też taką miewasz, a to wcale nie znaczy, że myślisz – zauważyłam wzdychając, po czym ziewnęłam, przeciągając się mocno. Moje ciało wygięło się ostro w łuk, a Oh zafascynowany badał krzywiznę moich pleców.
– Ty nie masz kręgosłupa – wyszeptał sunąc dłonią po kręgach, bardzo zafrapowany.
– Właśnie trzymasz na nim ręce, idioto – warknęłam i oparłam szybko plecy o oparcie kanapy, co Sehun skomentował wyjątkowo urażonym spojrzeniem.
– To jest niemożliwe, żebyś się tak wyginała mając kręgosłup – zmrużył oczy, próbując mnie wystraszyć. Ehe, już się boje. Właśnie spierdalam do Australii.
– Niemożliwe to żyć bez mózgu. A jak widać, wasza dwunastka jakoś żyje – stwierdziłam ironicznie, czego chłopak oczywiście nie wyłapał. Przy nim moją główną broń szlag trafia. Chłopak nie pojmuje ani ironii, ani sarkazmu.
Przestałam zwracać uwagę na Sehuna, który właśnie analizował moje słowa próbując z marnym skutkiem je zrozumieć, gdy do salonu zleciało się stado dzikich szympansów, którzy niestety już doszli do siebie. Zacierając ręce jak nauczyciel z sadystycznymi odruchami wołający najsłabszego ucznia do tablicy, do naszego dupnego kina domowego podszedł Chanyeol wkładając do odtwarzacza płytę wyciągniętą z jasnego opakowania. Szczęka mi opadła, gdy zobaczyłam napisaną czarnym markerem nazwę wczorajszej imprezy, gdzie EXO było główną atrakcją. Jednak po jakiejś jednej setnej sekundy, na mojej twarzy wykwitł złośliwy uśmiech. To się pedały zdziwią. Moja pamięć już zdążyła wrócić na swoje miejsce, więc dokładnie wiedziałam co jest nagrane na płycie. Koło mnie usiadła zirytowana Seo, a ja dostrzegłam maksymalnie smutnego Huanga tulącego się do Krisa. A nie mówiłam, że pedały? Niczyj smutek nie cieszył mnie tak bardzo jak smutek któregoś z pedałów. Tak, wliczałam w to wszystkich 12 członków, swojego chłopaka również. W końcu "we are one", nie? To, że z nim sypiałam i pozwalałam łaskawie nazywać się jego dziewczyną nie znaczyło, że traktowałam go lepiej. Co to to nie.
– Co on kurwa robi z tym dvd? – zapytała skrzywiona Seo patrząc jak Czankie znęca się nad odtwarzaczem – chyba jeszcze nie wytrzeźwiał.
– Owszem, wytrzeźwiał. On zawsze tak włącza filmy na dvd – uświadomiłam przyjaciółkę, która z rezerwą obserwowała poczynania rapera. Zerknęłam na nią ciekawa. Była zirytowana bardziej niż zwykle. To znaczy bardziej niż zwykle bywa, gdy przebywa z całym EXO w jednym pomieszczeniu.
– Oho, co tym razem? – zapytałam, na co brunetka warknęła tylko pod nosem jak wkurwiony pit bull i spojrzała z mordem w oczach na smutnego Zitao, ignorując kompletnie moje pytanie.
– Kota to ja dostaję codziennie przez ciebie, myślisz, że kolejnego wytrzymam? – podniosła głos uderzając pięścią w bogu ducha winną kanapę. Po tym jednym zdaniu wiedziałam już o co chodzi i czemu Seo stała się bombą zegarową, której katalizatorem był blondwłosy chińczyk. Zresztą, zawsze nim był. Postanowiłam podręczyć Tao jeszcze trochę.
– Ty nie wytrzymasz, Tao nie wytrzyma, kot nie wytrzyma. Nikt tego nie wytrzyma – stwierdziłam grobowym głosem, strasząc jeszcze bardziej blondyna. Po chwili dało się słyszeć jego kwilenie które nasilało się z każdą sekundą. Spojrzałam zaintrygowana w stronę zespołowej płaczki wtulonej w Krisa. No jak nie pedały, jak pedały?!
– Obie jesteście okrutne! Chciałem być tylko miły i kupić ci małego słodkiego kotka! Co w tym złego?! – zawył na swoją obronę, zupełnie nie rozumiejąc swojego błędu. Seo oczywiście warczała przy słowach "małego słodkiego kotka", a przy ostatnim, chciałam jej założyć kaganiec, albo chociaż zamienić się miejscami z Sehunem, by być poza jej zasięgiem. Tak na wszelki wypadek. Jednak gdy dostałam wyjaśnienie wkurwienia Seo rozdziawiłam lekko usta, zapominając na chwile o czyhającym niebezpieczeństwie, jeśli Tao nierozważnie jeszcze raz użyje tego słowa które zaczyna się na K, a kończy na OT – Kris puść już to nagranie – wychlipał w ramie lidera jak gdyby nigdy nic. Nie dość że pedał, to jeszcze głupi. W poprzednim życiu ja i Seo byłyśmy na bank Hitlerem i Stalinem, bo nie widziałam innego powodu by teraz los nas tak doświadczał.
– Pojebało cię? – spytałam zniesmaczona jego ograniczeniem próżni między uszami, bo mózgu tam na pewno nie było. – Jeśli jest na tym świecie coś czego Seo nienawidzi najbardziej to na pewno są to koty. – uświadomiłam chłopaka, który wbił we mnie zapłakane oczęta. Urocze, doprawdy. Aegyo level: Zitao.
– Zawsze myślałem, że to ja – odparł smutno i było po mnie.
Nie.
Wróć.
Było po NAS.
W jednym momencie obie wybuchnęłyśmy śmiechem i to tak, że obie spadłyśmy od razu z kanapy i tarzałyśmy się po podłodze, wyginając się od głośnego i szaleńczego rechotu.
– Ona na pewno nie ma kręgosłupa – w tle usłyszałam wyraźnie głos Sehuna mocno zamyślony i zdeterminowany, by udowodnić mi, że jestem bezkręgowcem.
– Ty... hahahahahahahahahahaha – zaczęła Seo, jednak po chwili nie wyrobiła i znowu zgięła się w pół rżąc jak przysłowiowy koń.
– Hahahahahahahahahahahahaha, myślisz.... hahahahahahahahahahaha – przejęłam pałeczkę, ale również nie dałam rady powstrzymywać radości przez którą zaczęła mi już chyba lecieć para z uszu.
–ZAWSZE! – ryknęłyśmy razem zaczynając śmiać się jeszcze głośniej niż wcześniej.
Uspokoiłyśmy się dopiero piętnaście minut później, ale dzięki temu Tao nie był jedyną osobą z zapłakanymi oczami w naszym salonie. Oczywiście byłyśmy jedynymi, które rozumiały komizm sytuacji reszta pedałów była wyraźnie zagubiona, co nas wcale nie zdziwiło. Oni gubili się nawet w drodze do własnego pokoju, co było do przeżycia trzy dni po ich debiucie, ale teraz, gdy od tego czasu minęły prawie cztery lata oczekiwałyśmy jakiejś poprawy w tej sprawie, jednak nic się nie stało, a chłopcy jak mylili pokoje, tak mylą je nadal.
Wzięłam głęboki oddech, odzyskując rezon i spojrzałam na Tao.
– Ale wy jesteście razem, nie? – zapytałam poważnie, a zagubiony wyraz twarzy chińczyka się nie zmienił, więc ostatecznie machnęłam tylko ręką dając sobie spokój – nie ważne. Włączcie już lepiej to nagranie, nie mogę się doczekać aż je obejrzycie – uśmiechnęłam się szatańsko.
– Jeeeeej – Chanyeol wbił we mnie radosne spojrzenie – pierwszy raz jesteś dla nas taka miła.
Wyłapałam zdziwione spojrzenie Seo i puściłam jej oczko, po chwili patrząc sugestywnie na opakowanie. Dziewczyna pojęła od razu i przybrała dokładnie ten sam wyraz twarzy co ja.
– Pierwszy i ostatni – powiedziałam z satysfakcją pod nosem.
– Włączcie już to nagranie – zatrzepotała rzęsami Seo, a Xiumin usłużnie spełnił jej prośbę naciskając play na pilocie.
– Czas na show – pokiwałam głową i oblizałam usta. Seo zatarła ręce i wszyscy zgodnie wbiliśmy wzrok w plazmowy ekran zajmujący prawie całą ścianę naszego salonu.
Otóż chłopcy od dawna wiedzieli, że wystąpią na gali. Nie mam pojęcia któremu wpadł owy pomysł do pustki w czaszce, ale każdy jak jedno ciało strzelił sobie po kielichu centralnie przed występem. Gdyby była to normalna wódka, zapewne nic by się nie stało. Jednak chłopcy jakimś cudem zdobyli czyściutki niczym Maryja Dziewica spirytus. No i gdyby naprawdę użyli kieliszków, a nie szklanek do whisky.
Światła rozbłysły, rozległy się gromkie brawa, a na odpicowanej scenie stanął odpicowany prezenter. Palnął kilka zdawkowych i zabawnych inaczej słów powitania by zaprzyjaźnić się z liczną widownią aż wreszcie z jego ust padły wyczekiwane przez nas słowa, które zwiastowały najlepsze dwie godziny naszego życia w dzisiejszym dniu.
– A teraz wystąpi gość specjalny. Jest ich dwunastu, jednak jak sami o sobie mówią są jednością. Przystojni, utalentowani – jednym słowem cudowni. Pewnie każdy z was czeka na ich pojawienie się na scenie tak samo niecierpliwie jak ja, mam racje? – zaśmiał się perliście, a ja i Seo prychnęłyśmy zniesmaczone.
–Jakim cudem jeszcze go widać? Wchodzi im tak głęboko w ich zjednoczoną dupę, że zaraz wyjdzie ich zjednoczonymi uszami – syknęłam zirytowana, a Seo spojrzała na mnie rozbawiona i zmarszczyła brwi – co?
– Wiesz, że wczoraj po tych samych słowach prezentera powiedziałaś dokładnie to samo co sekundę temu? – spytała nie kryjąc radości.
– Tak, wiem. Po prostu nie mogę się powstrzymać. To silniejsze ode mnie – westchnęłam i zignorowałam jej krótki śmiech wpatrując się w wyświetlane sceny. Dupowłaz głośno i wyraźnie zaprosił EXO, które zdecydowanie zbyt tanecznym krokiem wbiegło na scenę i rozbiegło się każdy w inną stronę. I tutaj zaczynało się show. Prawdziwe i na pewno nie zapisane w scenariuszu występu.
EXO zaczęło tańczyć. Z głośników leciał podkład do "Wolf", jednak zabrakło wokalu.
Nie, inaczej.
Wokal był.
Ale nie ten który powinien.
Chanyeol, do którego należał rap na początku zamiast rapować swoją kwestię, wykonywał piosenkę Eminema "We Made You".
– Guess who? Did you miss me? Jessica Simpson, sing the chours... – poleciało z głośników, a ja usłyszałam jak Park przełknął głośno ślinę. Spojrzałam na niego ze złośliwym uśmiechem.
– Skąd tyś wytrzasnął Jessicę Simpson? Znowu oglądałeś MTV? – zapytałam, znając słabość rapera do tego chujowego kanału.
– Nie! – zaprzeczył szybko, a jego oczy otworzyły się szerzej z przerażenia.
– Ale wiesz, że się dowiem, prawda? To będzie na rachunku za kablówkę – uświadomiłam pedała, opierając się z powrotem o kanapę. Ku mojej radości mogłam słuchać kłótni Baekhyuna i Chanyeola. Albo raczej samego Baekhyuna, który warczał: "Kim jest ta zdzira?", a Chanyeol jedynie kwilił jak ranna wiewiórka.
– To jest piękne! – stwierdziła Seo, znowu rozłożona na podłodze. – A dalej jest tylko lepiej!
– O nie – pisnął Tao, zapewne chcąc teraz wstać i uciekać. Bardzo słusznie, zważając na to, co śpiewał.
– SIAD, HUANG! – padł twardy rozkaz z ust rozpłaszczonej na panelach Seo Lee.
Przestraszony, klapnął na podłogę i schował twarz w dłoniach. Seo nie chciało się wstawać, więc zupełnie olała protesty Sehuna i ułożyła nogi dokładnie między nami, po czym wykrzywiła głowę do tylu, by mieć w zasięgu wzroku cały ekran. Nie wiem, dlaczego Lee tak bardzo lubi leżeć lub półleżeć na podłodze i raczej nigdy tego nie zrozumiem. Spytana o to, odpowiedziała, że podłoga to jej wierna przyjaciółka, i regularnie się na niej kładzie, by nie wykonywać trzydzieści razy na minutę swojego firmowego, przepięknego facepalma. Dla niewtajemniczonych – Seo bierze rozbieg i jebie głową o podłogę. Bardzo często. Nie wiem, jakim cudem jej czaszka wciąż jest na miejscu, albo nie ma doszczętnie zbitej twarzy. Wręcz przeciwnie – ma się bardzo dobrze. Jednak ja wolę nie ryzykować i wykonuję raczej standardowy plask o czoło. Aż tak blisko spokrewniona z podłogą nie jestem.
Moje rozmyślania przerwał jednak pisk fanek i ich głośne śmiechy. Chen uśmiechnął się do nich niczym rasowy pedofil, po czym wrócił do swojego poprzedniego zajęcia, jakim było gwałcenie mikrofonu. Dosłowne gwałcenie mikrofonu. Chen na statywie poruszał się niczym najlepiej wyszkolona striptizerka, jaką widział ten świat. Seo parsknęła śmiechem, ja zaczęłam głupio rżeć, a sam zainteresowany spłonął intensywnym rumieńcem i wymruczał pod nosem 'to nie może być prawda' po rosyjsku. Chyba ze mną źle. Albo to oni nadużywają tego zdania. Cóż, podczas gdy Seo i ja porozumiewamy się w żargonie szatana (czyt. niemiecki, chociaż to powinno być oczywiste o jaki język chodzi), oni również zdecydowali się nauczyć jakiegoś nowego języka, albo przynajmniej zagranicznych przekleństw. Debile nie wpadły na to, że jeśli chodzi o przekleństwa i proste zdania to rozumiemy prawie każdy język, prócz suahili.
Gejxo, jak na nich mówi Lee, wykonało niezwykle piękny taniec: stanęli przodem do swoich fanek, wyciągnęli ręce zgięte w łokciach do przodu i poczęli wykonywać niezbyt kulturalne ruchy, kręcąc przy tym biodrami. Tym razem wszyscy spalili buraka, a Sung i ja rechotałyśmy głośno przez następne kilkanaście sekund.
Następna część show należała do Krisa i Kaia którzy nie przejmując się tym, że już dawno powinni zacząć śpiewać, wysunęli się śmiało do przodu, oparli o siebie plecami i zaczęli fałszować na cały głos:
– PLEASE EXCUSE ME, I DON'T WANNA BE RUDE...
– O nie – jęknęli wszyscy naraz, bardzo dobrze wiedząc, co się zaraz stanie. Seo, wyginając ciało pod dziwnym kątem spojrzała z szerokim uśmiechem na Huanga, który, blady i przestraszony, przytulił się jeszcze mocniej do Krisa. Sehun skulił się w rogu kanapy, udając, że go tam nie ma. Chanyeol zacisnął zęby, Baekhyun poszedł w jego ślady, a reszta Gejxo wstrzymała oddech.
– BUT TONIGHT I'M FUCKIN YOU – dołączyli się wszyscy, śpiewając niezwykle i niespodziewanie czysto. Seo i ja turlałyśmy się ze śmiechu, oni płonęli ze wstydu i przyrzekali sobie, że już nigdy więcej nie będą pić przed występem. Luhan podszedł do odtwarzacza, chcąc go wyłączyć.
– NEIN, XIAO – warknęłam, a blondyn wyglądał, jakbym właśnie postrzeliła go z karabinu. – Ani się waż. Obejrzycie to do końca.
– Xiumin – poprosił płaczliwie blondynek robiąc minę łapiącą za serce wszystkich w pomieszczeniu, prócz mnie i Seo. I Kaia, który nadal obrażony siedział jak najdalej od jelonka, rzucając mu maksymalnie wściekłe spojrzenie i wręcz na pokaz flirtując z Kyungsoo. Kim oczywiście wstał, chcąc zakończyć nasze show, ale przeszkodziła mu w tym Lee.
– SITZEN! – wrzasnęła głośno, a ja po raz kolejny byłam pod wrażeniem, gdy ze ściany spadła obramowana płyta winylowa świętej pamięci Freddiego Mercury'ego. Płycie na całe szczęście nic się nie stało, bo Suho, chyba z nas wszystkich najprzytomniejszy, złapał ją w locie. Mojej uwadze nie umknęło, że chłopak próbował uciec i palcem pokazałam mu skrawek podłogi obok Seo, na który posłusznie klapnął dupskiem. Zadziwiające. Każdy z pedałów jest od nas starszy, a jednak to my miałyśmy w tym domu najwięcej autorytetu. Nawet menadżer, przychodzący regularnie, by sprawdzić, czy pedały jeszcze żyją, kulił się potulnie w kącie, gdy miałyśmy zły humor.
Jeden raz, miał tego pecha zawitać w
nasze progi w najgorszym momencie, czyli wtedy gdy i ja i Seo
miałyśmy okres. Nigdy nie zapomnę jego spanikowanej miny, gdy zlany
zimnym potem stał w drzwiach domu. Widząc wykrzywione twarze swoich
podopiecznych, którzy rozpaczliwie prosili o pomoc i zupełnie ich
ignorując stwierdził, że musi jechać w bardzo ważną podróż
służbową w sprawie ich promocji. Gdy zapytałyśmy gdzie jedzie
nie spodziewałyśmy się odpowiedzi: biegun polarny. Zapytałam więc
od kiedy promują tam koreański pop, a menadżer odpowiedział, że
od dzisiaj i uciekł prawie gubiąc buty, łamiąc kark i
zapierdalając łbem o bramę wyjściową, którą zamiast otworzyć,
przeskoczył. Nie rozumiem tego człowieka.
Rozległy się pierwsze takty
'Overdose'. Luhan po raz kolejny chciał pokazać autorytet, którego
wcale nie miał i wstał, zbliżając się do odtwarzacza. Seo,
przytulająca panele podłogowe chwyciła w dłonie najbliżej leżący
przedmiot – tudzież była to popielniczka. Bezlitośnie rzuciła
przedmiotem w blondyna, który padł niczym martwy na ziemię. Cóż,
sam był sobie winny. Trzeba było nie wstawać. Nie będę się
zastanawiać, co robi u nas popielniczka. Z tego co wiem, nikt nie
pali. Gejxo ma tylko jedną wadę: palenie zastąpili piciem. Pili
często i rzetelnie, a ja nie gorzej. Seo ostatnio się
powstrzymywała. Tylko jeden raz widziałam upitą brunetkę i muszę
przyznać: widok jest bezcenny! Od ostatniego razu, gdy byłyśmy w
klubie (trzy lata temu?), dziewczyna nie piła.
W każdym razie: Overdose śpiewali wszyscy. Ale nie śpiewali tego, co trzeba. Zamiast ich firmowego przedawkowania śpiewali o lewitacji. Potem D.O zaczął wiszczeć i piszczeć to, co wiszczał i piszczał z rana – Hot like wow. Reszta Gejxo śpiewała razem z nim i po raz kolejny byłam zaskoczona czystością ich głosów. Czy to był skutek uboczny, czy też raczej zbawienne działanie chlania czystego spirytu? Trzeba to ukryć przed wytwórnią, jeśli się dowiedzą, chłopcy będą chodzić pijani na okrągło, no bo w końcu czego Lee Soo Man nie zrobi dla ich kariery? A ja tego nie wytrzymam. Ani ja, ani moja wątroba. Seo też tego nie wytrzyma. I jej wątroba również. Co do CEO. Jak kiedyś dorwę tego idiotę, to obiecuję, że go zabije. Brutalnie. Bez litości. Od dręczenia pedałów jestem ja i Seo i tylko my dwie mamy do tego prawo!
Seo parsknęła i przymknęła oczy.
– Pedały – stwierdziła po chwili, gdy na nagraniu Chen zaczął przytulać się do Luhana, jednak ich amory zostały szybko przerwane po pierwsze przez Kaia, a po drugie przez samego Suho. Każdy z pedałów zgarnął swojego ukochanego (?), czyli Jongin Lu, a Suho Chena i odszedł na tył sceny.
W każdym razie: Overdose śpiewali wszyscy. Ale nie śpiewali tego, co trzeba. Zamiast ich firmowego przedawkowania śpiewali o lewitacji. Potem D.O zaczął wiszczeć i piszczeć to, co wiszczał i piszczał z rana – Hot like wow. Reszta Gejxo śpiewała razem z nim i po raz kolejny byłam zaskoczona czystością ich głosów. Czy to był skutek uboczny, czy też raczej zbawienne działanie chlania czystego spirytu? Trzeba to ukryć przed wytwórnią, jeśli się dowiedzą, chłopcy będą chodzić pijani na okrągło, no bo w końcu czego Lee Soo Man nie zrobi dla ich kariery? A ja tego nie wytrzymam. Ani ja, ani moja wątroba. Seo też tego nie wytrzyma. I jej wątroba również. Co do CEO. Jak kiedyś dorwę tego idiotę, to obiecuję, że go zabije. Brutalnie. Bez litości. Od dręczenia pedałów jestem ja i Seo i tylko my dwie mamy do tego prawo!
Seo parsknęła i przymknęła oczy.
– Pedały – stwierdziła po chwili, gdy na nagraniu Chen zaczął przytulać się do Luhana, jednak ich amory zostały szybko przerwane po pierwsze przez Kaia, a po drugie przez samego Suho. Każdy z pedałów zgarnął swojego ukochanego (?), czyli Jongin Lu, a Suho Chena i odszedł na tył sceny.
Później śpiewali "Mama",
jednak dziwnym trafem z ich ust wychodził tekst piosenki Maroon 5 –
Animals, a co w tym najdziwniejsze całą piosenkę i to najgłośniej
śpiewał Sehun, ruszając zdecydowanie zbyt erotycznie biodrami i
wypychając je do przodu, jednocześnie raz za razem kładąc dłoń
na kroczu i posyłając w stronę fanek maksymalnie uwodzicielskie
spojrzenie.
– O kurwa – jęknął mój chłopak,
chowając twarz w dłoniach. Szatyn miał pecha, ponieważ Seo znowu
ryczała ze śmiechu, turlając się niczym piłka po podłodze, a
więc jej nogi już dłużej nie spoczywały między mną a Ohem,
który był teraz bezpośrednio w zasięgu moich rąk. Przysunęłam
się do niego, kładąc dłoń na jego torsie i oblizałam wargi, gdy
odsunął własne od swojej twarzy. Patrzył na mnie zatrwożonymi
hebanowymi oczętami, a ja znowu czułam, że za bardzo ulegam jego
urokowi, zatapiając się w ciemnych tęczówkach. Co jak co, ale
jego oczy były przecudne, a ja zdecydowanie wzięłam zbyt dużo
apiryny. Na opakowaniu nie pisali nic o skutkach ubocznych przy
zażyciu większej ilości niż zalecana jedna tabletka. A
przynajmniej tak myślę, bo tak naprawdę nie czytałam tego co
napisali na opakowaniu. Tak czy inaczej, zamiast zrobić Sehunowi coś
bolesnego zbliżyłam swoje usta do jego ucha.
– Kochanie – wyszeptałam zmysłowo, a
Sehuna przeszedł silny dreszcz. Uśmiechnęłam się zadowolona z
jego reakcji. – możesz mi powiedzieć na kogo polowałeś? –
musnęłam delikatnie wrażliwe miejsce pod jego uchem, wywołując
kolejny dreszcz. Odsunęłam się kawałek by spojrzeć w jego oczy i
uniosłam pytająco brew.
– Jak to na kogo? – wykrztusił
zdezorientowany. – tylko na ciebie mógłbym... – zaciął się i
przygryzł wargę – zresztą, ja tylko... jakoś tak wyszło... że
zacząłem akurat... nie wiem czemu... – plątał się w wypowiedzi,
a Seo ryknęła znowu śmiechem. – możesz tak na mnie nie patrzeć? – poprosił płaczliwie, a ja się zaśmiałam cicho.
– Coś ci się nie podoba w moim
spojrzeniu?
– Nie wiem co chcesz zrobić, gdy tak
patrzysz – palnął, a ja zacisnęłam wargi, by się nie odezwać.
– A wiesz o czym śpiewałeś? –
zapytałam, jednocześnie przekładając przez niego nogę i siadając
mu okrakiem na biodrach. Chłopak przełknął głośno ślinę.
Mimo, że to ja byłam najmłodsza w domu, w tej chwili czułam się
jak skończony pedofil napastujący seksualnie niewinnego małego
chłopca, bo właśnie tak zachowywał się mój chłopak. Co wcale
nie znaczyło, że przestanę. O nie. Nie miałam takiego zamiaru,
wręcz przeciwnie. Ja się dopiero rozkręcałam.
– O zwierzętach przecież –
wymamrotał, myśląc, że uwierzę, że nie zna prawdziwego znaczenia
tekstu i ja przy okazji również. Idiota, który próbuję zrobić
ze mnie idiotę. No komedia kurwa!
– Czyżby? – przechyliłam głowę.
– No przecież w tytule jest –
stwierdził, a ja uśmiechnęłam się figlarnie.
– Jesteś pewien, że na pewno o to
chodzi w piosence, którą śpiewałeś w taki sposób? Dobrze
wiesz o czym śpiewałeś. A przynajmniej wiedziałeś wtedy –
obróciłam głowę w stronę ekranu gdzie nagranie zostało
zatrzymane na klatce, gdzie był pokazany wręcz dziki i zdecydowanie
zbyt wyzywający wzrok Sehuna. Cały zespół, łącznie z Seo
obserwował nas jak seryjny gwałciciel ofiarę. Spojrzałam z powrotem na twarz chłopaka. Szatyn zaczerpnął głęboko
powietrza, które następnie głośno wypuścił, jednocześnie
przejeżdżając ręką po brązowych włosach.
– Dobra, łapię o co ci chodzi –
westchnął przewracając oczami, po czym spojrzał na mnie
błagalnie.
– Więc? – ponagliłam go, chcąc usłyszeć to jedno słowo z jego ust, które wiedziałam, że prędzej
czy później padnie.
– O sekcie – wymamrotał ledwo
dosłyszalnie, odchylając głowę i znowu chowając twarz w dłoniach,
a ja zmarszczyłam brwi.
– O jakiej sekcie? Co ty pieprzysz, Oh? – zapytałam nie wiedząc skąd wzięła mu się nagle sekta. –
możesz powtórzyć? Ale tym razem głośno i wyraźnie dla odmiany.
I weź ręce z twarzy.
– O SEKSIE! – wręcz krzyknął
chłopak, a ja podskoczyłam przestraszona, zupełnie nie
spodziewając się aż tak wyraźniej odpowiedzi. Sehun jednak szybko
złapał mnie za biodra przyciągając bliżej siebie w rezultacie
sprawiając, że otarłam się swoim kroczem o jego już bardzo
pobudzone.
– Głośno – stwierdziłam cicho
krzywiąc się lekko.
– Chciałaś wyraźnie, to masz –
dodała beztrosko Seo, a ja zerknęłam na nią przez ramie posyłając
spojrzenie zwiastujące śmierć jeśli się nie zamknie. Dziewczyna
leżała na brzuchu na podłodze, wlepiając w nas ślepia zupełnie
jak reszta. Brakowało jej tylko popcornu.
– HALT DIE KLAPPE! – warknęłam w jej
stronę, na co posłała mi słodki uśmiech. Wywróciłam oczami i
wróciłam do Sehuna. – możesz powtórzyć? Tylko nie aż tak
głośno.
– Czemu każesz mi to powtarzać, przy
nich wszystkich? Nie możemy iść do sypialni? – chłopak zbliżył
się do mnie, obejmując mnie mocniej, a na jego twarzy, która
jeszcze trzy minuty temu wyglądała jak u niewinnego chłopaczka w
kościelnej zakrystii, widniał seksowny uśmiech. Aż za dobrze
wiedziałam o czym myśli. Zresztą, wszyscy w salonie wiedzieli,
mimo, że szeptał do mojego ucha. Ten uśmiech mówił wszystko. A
przekaz docierał nawet do tej próżni w czaszkach zgromadzonych. W
sumie, to był jedyny przekaz jaki do nich w ogóle docierał. A do
Sehuna i Tao szczególnie.
– Powtórz – wymruczałam do jego ucha, przejeżdżając dłońmi po jego torsie.
– Śpiewałem o seksie – westchnął i
oparł czoło o moje ramie patrząc na mnie z dołu szczenięcym
wzrokiem.
– A możesz mi powiedzieć dlaczego
akurat wtedy zachciało ci się śpiewać akurat o tym? Hm?
– Nie wiem – wymruczał wprost do
mojego ucha i wtedy to mnie przeszły dreszcze. Robił to specjalnie.
To było pewne. – Pewnie znowu byłem na ciebie napalony – jego oczy
błyszczały uwodzicielsko, a ja znowu w nich tonęłam. Uśmiechając
się bezczelnie wpiłam się w jego usta. I odpłynęłam. Miękkie
wargi Sehuna smakowały cudownie, a on sam rozchylił je, językiem
rozwierając moje. Trzymał mnie mocno za biodra podczas pozbawiania
mnie zmysłów swoim językiem, który badał moje podniebienie.
Przesunął nim po moich zębach, po chwili łapiąc w swoje moją
dolną wargę ciągnąc ją delikatnie.
– Dobrze się czujesz, kochanie? –
wysapał w moje usta, nie przerywając pocałunku, jednak zrobiłam
to za niego. Odchyliłam głowę i jak gdyby nigdy nic zeszłam
zwinnie z jego bioder, lądując obok Seo na panelach.
– Przedawkowałam aspirynę –
stwierdziłam obojętnie – kto ma pilota? – zapytałam patrząc na
pedałów. Śliniących się. Jak pedofil. Pod szkołą podstawową,
gdy zabrzmi ostatni dzwonek. Na moje pytanie oczywiście żaden nie
zareagował. Seo uśmiechała się drwiąco patrząc na ich tępe
wyrazy twarzy, ja natomiast patrzyłam z odrazą.
– Jesteś zdecydowanie najgorszą
kobietą na tym świecie – wymamrotał Sehun, a ja spojrzałam na
niego ironicznie. Następnie zerknęłam na sporych rozmiarów
wybrzuszenie w jego luźnych zaznaczam, dresowych spodniach. Puściłam obrażonemu chłopakowi oczko.
– Zabierasz mi robotę, Wiedźmo –
wymamrotała Sung, a ja przewróciłam oczami i przysunęłam się bliżej
niej, kładąc głowę na jej piersiach. Seo nawet nie zwróciła na
mnie uwagi, machając jedynie ręką na Laya, by się pośpieszył i
podał jej pilota.
– Mamusia wróciła, maleństwa –
wymruczałam w jej biust, układając na nim wygodnie głowę. –
tęskniłyście? Wiem, że tak – mamrotałam dalej, z wybitnie głupim
uśmiechem na twarzy. Wyraźnie czułam na sobie też maksymalnie
zszokowane i jeszcze bardziej zazdrosne spojrzenie Zitao.
– Nie masz zamiaru jej odepchnąć? –
zapytał łamiącym się głosem, a Seo nie zaszczycając go
spojrzeniem, zaprzeczyła kręcąc głową. – uderzyć? COKOLWIEK?! –
zapiszczał, a zirytowana Seo, przeczesała dłonią moje włosy i
wbiła nieprzyjemny wzrok w swojego lubego.
– Przecież u niej to normalne –
warknęła w jego stronę – zawsze tak robi, idioto. Wczoraj się
urodziłeś, że taki zdziwiony jesteś?
– Jak to zawsze? – pisnął znowu.
– Tak to. Robię to kiedy nie patrzysz – uświadomiłam pedała.
– To dlaczego robisz to teraz? Przecież
ja tu jestem! – zgłosił swój sprzeciw i to jeszcze bardziej
piskliwie niż dwa poprzednie. Jezusie, moje uszy.
– Mówiłam, że przedawkowałam
aspirynę – wzruszyłam ramionami – jeszcze jedno słowo, Zitao, a
wylecisz przez okno. Problem z twoim byciem tutaj, mogę bardzo łatwo
rozwiązać.
– Sehun, zrób coś – usłyszałam
"dyskretne" warknięcie Tao.
– Spierdalaj, Huang. Radź sobie sam.
Ja się do niej nie przyznaję. To zło, a nie kobieta. Zło! –
fuknął szatyn, a ja westchnęłam.
– Czy oni serio nie wiedzą, że ja tu
jestem?
– Nie wiem, sprawdź – odparła
niewzruszona Sung.
– Ja też tutaj jestem, Choi. Więc weź
łaskawie zostaw moją dziewczynę w spokoju! – kolejny pisk Zitao to
było za dużo jak na moje nerwy. I Seo również. Spojrzałam na nią
porozumiewawczo. Kiwnęła tylko głową.
– Słyszałaś coś, Seo? – zapytałam
niewinnie, a brunetka rozejrzała się po pomieszczeniu.
– Nic – pokręciła głową – a co?
– Coś mi się wydawało. Jakby komuś
ucinali jaja – powiedziałam, patrząc sugestywnie na chińczyka.
– A nie mówiłem? Zło – mruczał
nadal obrażony Sehun – daj sobie spokój stary. Z nimi nie wygrasz.
– Ale nawet Hitlera dało się pokonać! – zauważył chłopak.
– Tak, ale one są od niego gorsze. Nie
tylko od niego.
– Puść dalej to nagranie, bo jak się
czymś nie zajmę, to ich zabiję – stwierdziłam, a Seo posłusznie
przycisnęła play na pilocie. Pedały zamilkły.
Nagranie ruszyło, a chłopcy na scenie
zamiast śpiewać "Let out the beast" śpiewali "Who let the dog's
out?". Przy okazji tańczyli układ do "Ring Ding Dong" – SHINee. Musimy ograniczyć ich kontakty z Jjongiem i Taeminem. Pedały kwiliły cichutko, chowając twarz w dłoniach, a
my z Seo krztusiłyśmy się ze śmiechu, gdy D.O poślizgnął się,
a wszyscy runęli na glebę zaraz za nim jak kostki domino.
– Przynajmniej na każdym kroku
pokazują, że naprawdę są "we are one" – zauważyła
trafnie Seo.
– No tak, jeden za
wszystkich, wszyscy za jednego – pokiwałam głową, a EXO na ekranie zbierało swoje
uchachane spirytusem zwłoki ze sceny i w końcu za trzecim razem
udało im się ustać na własnych nogach. Trochę się chwiali, ale
starali się stać w miarę prosto i dumnie. Jeśli w ich przypadku to
w ogóle możliwe. Kątem oka dostrzegłam szepczących konspiracyjne
Krisa, Chena, Tao, Sehuna i Luhana, którzy próbowali namówić
jeszcze na coś Xiumina. Uniosłam pytająco brew i spojrzałam
znacząco na Seo, kiwając głową w ich stronę. Minseok wyglądał
na niezadowolonego z ich propozycji, a koledzy w końcu machnęli na
niego ręką i cichutko zaczęli podnosić się z podłogi z
zamiarem opuszczenia salonu. Przewróciłam oczami i z cierpiętniczym
wyrazem twarzy przeturlałam się za kanapę, po czym stanęłam w
drzwiach salonu, tarasując im drogę ucieczki.
– Serio? – spytałam zniesmaczona.
– Wypuść nas, pomiocie Szatana! –
zapiszczał Tao, a mnie szlag trafił. Jeśli kiedyś wpadłby w
kłopoty i groziłby mu wpierdol, wtedy jego główną bronią na
pewno będzie ten dziewczęcy i przewiercający bębenki pisk, a nie
jego sztuki walki.
– W TEJ CHWILI USADŹCIE SWOJE TYŁKI
GDZIE ICH MIEJSCE, ALBO ZROBIĘ WAM TAKI KURWA OBÓZ PRZETRWANIA, ŻE
BĘDZIECIE BŁAGAĆ O ŚMIERĆ! SCHNELLA!!!
Pedały patrzyły na mnie wystraszeni,
po czym chlipiąc cicho wrócili na miejsce, jednak nie pozwoliłam
odejść Tao tak szybko, łapiąc go za kołnierz koszuli i
przyciągając bliżej.
– Jeszcze jeden raz usłyszę te twoje
wysokie piski, to obiecuję, że kiedyś obudzisz się z wyciętymi
strunami głosowymi. Niebawem. A teraz siad – warknęłam i puściłam
bliskiego płaczu chińczyka, który drżąc podpełzł do Seo, kuląc
się koło jej nóg.
– Seo, ona mi grozi – zakwilił
żałośnie.
– Spróbuj zapłakać, a jej w tym
pomogę. I jeszcze cię wykastruję. Z jej pomocą, oczywiście.
– Chętnie pomogę – zgodziłam się od
razu, patrząc wilkiem na blondyna – a potem powtórzymy to na
Sehunie, co ty na to? – zaproponowałam beztrosko.
– Yun Hee, co ty wygadujesz... –
wykrztusił blady Sehun, a ja machnęłam na niego ręką, żeby
siedział cicho.
– Oh Sehun, zarobiłeś dzisiaj
wystarczająco minusów, a gdy dojdziemy do końca tego nagrania,
zarobisz ich jeszcze raz tyle, więc lepiej zatrzymaj się tutaj i
nie kop własnego grobu, bo z tym poradzę sobie i bez twojej pomocy.
Rozumiemy się, mam nadzieję – wygłosiłam wywód, kończąc go
wyjątkowo zimnym spojrzeniem, pod którym chłopak jak zawsze się
skulił.
Właśnie rozgrywała się ostatnia
scena, za którą miałam ochotę każdego z pedałów zabić,
wskrzesić, sklonować, zabić te klony, zabić ich, sklonować ich
jeszcze raz, znowu zabić klony i tak w kółko, dopóki bym nie
miała dosyć. Z sadystycznym uśmiechem i wzrokiem zwiastującym ich
rychłą śmierć, patrzyłam jak okrutnie potraktowali jedną z
moich ukochanych piosenek, czyli "Thunder".
W momencie gdzie w ich układzie były
wyzywające ruchy bioder, idioci o tym zapomnieli,tańcząc
makarenę, a kilku delikwentów zaczęło robić pajacyki i
przysiady. Gdy to im się znudziło dołączyli do kolegów, jednak
mylili kroki. Wyglądało to doprawdy okropnie.
Wokalu nie było w ogóle, jedynie
jakieś pojedyncze mruknięcia i pijacki bełkot. Udało mi się
wyłapać słowa piosenki "Sex Yeah". I to też było
okropne.
Gdy występ się skończył, pedały
zaczęły się kłaniać i pierdolić jakieś bliżej nieokreślone
pozdrowienia w stronę widowni, z czego każdy stał w innym miejscu
sceny i kłaniał się w inną stronę. Chen na przykład kłaniał
się zejściu ze sceny, a minę miał taką jakby odbierał nagrodę
nobla. Luhan, który chciał chyba zbliżyć się do fanek bardziej
niż norma to dopuszczała (jak i zazdrosny o blondyna Kai), zrobił
zbyt duży rozbieg i nie dając rady wyhamować przy krawędzi sceny
spektakularnie z niej wyleciał, potykając się o kabel.
– To dlatego tak mnie głowa boli –
usłyszałam jego zamyślony głos, który oczywiście zignorowałam,
jednak Kai przysunął się bliżej młodszego chłopaka, obejmując
go ramieniem, na którym Xiao położył swoją głowę, a szatyn
zaczął ją delikatnie masować, by złagodzić ból.
Po zastanowieniu się, to, że mylili
pokoje wcale nie wynikało z ich braku orientacji na terenie własnego
domu, ani też z ujemnego IQ, tylko z ich orientacji seksualnej.
Nagle w moim umyśle, odurzonym aspiryną pojawiła się jasna
odpowiedź, która codziennie i to kilka razy, przechodziła mi
centralnie przed nosem, wkurwiając bardziej niż ustawa przewiduje.
To, że znajdowałam nie raz w pokoju dwóch pedałów zamiast
jednego wcale nie było wynikiem pomylenia przez nich pomieszczeń.
Było to działanie jak najbardziej celowe i zamierzone. Ciekawe jak
długo nad tym myśleli.
Boże, czemu od razu nie zamieszkali
razem? Było by więcej pokoi dla gości. Których i tak nie mamy, bo wszyscy omijają ten dom szerokim łukiem.
Nie ważne.
Wracając do tego co działo się na
scenie. EXO bardzo niezdarnie żegnało się z fankami, które
oczywiście piszczały i płakały, wyznając pijanym idolom swą
dozgonną miłość i uwielbienie dla chwiejących się, jednak nadal
cholernie przystojnych, seksownych i ociekających zajebistością
dwunastu członków boysbandu. Namówieni przez rozochocone
nastolatki z burzą hormonów i zdecydowanym brakiem chęci na
zaprzestanie oglądania swych ulubieńców, nawet jeśli ledwo
trzymali się na nogach, wywracali jeden o drugiego, zapominali swoje
układy taneczne, jak i teksty swoich piosenek, zgodzili się na bis.
Niestety. Myślałam, że nic mnie już w ich występie nie zdziwi,
ale nie spodziewałam się, że zupełnie spontanicznie zaczął
śpiewać na pożegnanie piosenkę "Locked out of heaven" –
Bruno Marsa. Obserwowałam jak zadziwiająco zgrani są w swojej
improwizacji i doszłam do kolejnego wniosku.
– Najwyższy czas zablokować wszystkie
zagraniczne programy muzyczne – poinformowałam pedałów.
EXO w końcu zeszli ze sceny, z
mniejszymi lub większymi upadkami, nagranie dobiegło końca, a
ekran wyświetlał napis Samsung Digital. Wstałam z podłogi i
podeszłam do odtwarzacza, wyciągając płytę z kieszonki. Włożyłam
ją do odpowiedniego opakowania i uderzając nim lekko o wewnętrzną
stronę swojej dłoni, odwróciłam się w stronę ściśniętych w
przerażeniu i tulących się do siebie idoli. Uśmiechnęłam się
sadystycznie, patrząc na każdego po kolei, strasząc ich jeszcze
bardziej.
– Możemy to zniszczyć? – zapytał cichutko Luhan, patrząc na mnie tymi szczenięcymi oczami. Owszem,
nadal w mojej krwi krążyło zbyt duże stężenie aspiryny, co
sprawiało, że robiłam się miękka. Ale to działało tylko gdy w
taki sposób patrzył na mnie Sehun. A ten chwilowo kulił się
między Krisem a Chanyeolem, bojąc się unieść głowę.
– To? – spytałam pokazując opakowanie
z każdej strony i patrząc sugestywnie na blondyna, a cały zespół
kiwnął zgodnie zjednoczoną głową. – jasne, że tak.
– Dziękujemy, Yuna! – odezwali się
chóralnie, a Seo jebła śmiechem. Po chwili dołączyłam do niej,
jednak mój śmiech był złowrogi. Dziewczyna pozwalała mi na
wygłoszenie ich mowy pogrzebowej, bo wiedziała, jak bardzo
uwielbiam ich Thunder'a. Wiedziała, że nie daruję im tego, jak
bardzo zniszczyli to wykonanie.
– Oczywiście, że mogę to zniszczyć – stwierdziłam beztrosko, a pedały zaczęły wiwatować. – Cisza!
Znieruchomieli niczym posągi.
– Mogę, ale tego nie zrobię –
wyjaśniłam – nawet jeśli faktycznie bym się tego pozbyła –
uniosłam pudełko – to istnieje o wiele więcej kopii, niż tylko
ta. Poza tym, wasz występ leciał na żywo, idioci! Widziała to
cała Azja i pewnie zobaczy to jeszcze połowa świata i to ta
większa! Myślicie, ze zniszczenie tej jednej kopii coś wam da? To
nie sprawi, że dowód waszego pijaństwa i nieodpowiedzialności
zniknie. Dam sobie głowę uciąć, że wasz menadżer już tu
jedzie. Jak myślicie? Co wam powie? – zapytałam uśmiechając się
z wyższością. Nie powiem, że rozkoszowałam się ich strachem.
Takie istoty jak ja, tym się właśnie żywią. Usiadłam obok Seo,
która miała taki sam uśmiech na twarzy. Czekałyśmy na jeden
dźwięk, który normalnie by nas nie obchodził i nawet nie
zwróciłybyśmy na niego uwagi, zupełnie go ignorując. Jednak
teraz, ten jeden charakterystyczny odgłos miał wielkie znaczenie w
naszej, albo raczej pedałów obecnej sytuacji. W końcu rozbrzmiał.
Dzwonek do drzwi zwiastował śmierć
całego zespołu. Wiedziałam o tym ja, wiedziała o tym Seo,
wiedział o tym menadżer stojący za drzwiami zapewne z piłą
spalinową i wiedział o tym każdy exokosmita. Ich min nie zapomnimy
nigdy, oni zresztą też nie. Już o to zadbałyśmy, a oni sami nam
to ułatwili zastygając z przerażeniem wypisanym na bladych niczym
prześcieradła twarzach na dobre 3 minuty i 17 sekund w czasie
których my robiłyśmy użytek z aparatów w naszych telefonach. A
dzwonek dzwonił, dzwonił, dzwonił...
WITAMY!
*uśmiech pedofila*
Ten, no, hmm... po kilku tygodniach oczekiwania, przedstawiamy wam Exo Mindfuck!
Jakże twórcza nazwa, prawda?
A tak btw, słuchał ktoś nowej piosenki ATL?
Nie? Szkoda.
Hmhm.
Wracając do tematu xD
Opo powstało na zupełnego spontana i chyba bardziej pojebanej rzeczy w życiu nie napisałyśmy xD
Chociaż kto wie. Może Karolajn.
Pierwszy rozdział ma:
• ponad 70 tysięcy słów
• prawie 12 tysięcy wyrazów
• 24 strony
także ten, no, pozdrowienia dla każdego, kto to przeczytał ♥
TAAAAK, POSTARAŁYŚMY SIĘ, TO JEST PEWNE XD
Ale w końcu tematyka tak nam bliska, że pisząc to czujemy się jak ryby w wodzie i ani nam się śni ją opuszczać.
Nazwa bardzo twórcza, i mojego autorstwa, więc to mówi samo za siebie.
Nie, Skarbie. Nigdy nie pisałam nic równie pojebanego. Czekałam na ciebie ♥
Jako autorki nie bierzemy odpowiedzialności za trwałe urazy jakie to opowiadanie NA PEWNO zostawi w waszej psychice.
Ale mamy nadzieje, że będziecie się bawić równie dobrze czytając mindfucka, jak my pisząc go ♥
do następnego, Jelonki :3

Ha ha mojego mózgu już bardziej się zryć nie da a przynajmniej tak myślałam dopóki nie przeczytałam Tego!
OdpowiedzUsuńNormalnie padłam!
Oczywiście mojej wariatce wytoczyłam najlepsze teksty które uwiodły mnie od pierwszego wejrzenia.
Ha nawet ja takich nie wymyślam a jestem lepsza niż Violetta z Brzyduli.
W ogóle czuje się rozwalona i kocham Yunę ( taki fetysz) normalnie gdybym była facetem to aj! xp (oczywiście nie byle jakim facetem tylko zajefajnym koreańskim chłopem a co)
Czyż nie są przystojni?
Ale wracając do komentarza to po prostu powalacie.
Obydwie jesteście genialne i chylę czoła.
Zdecydowanie powalasz na kolana i zachwyt się nie kończy ;)
A to dopiero początek a ja czekam na więcej i więcej xp
Mój. Mózg. To. Próżnia. Jak. U. Chłopaków. Wyprałyście mi łeb! Aż nie wiem co mam napisać, bo chyba nie jestem w stanie myśleć. Poprawka, na pewno nie jestem! Yuna jest świetna, ale Seo (dobrze napisałam?) ma dobre przemyślenia :d Chociaż wyjście Sehuna na 3 dni mnie zabiło. I szczególnie jeden tekst zagrzał miejsce w mojej głowie, ale już zapomniałam jak to leciało... W każdym razie Karolajn wie o co chodzi :D Czekam, czekam, czekam na następny. Chyba tyle. To ten, świetny rozdział i dawajcie następny :D
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam do połowy, jak na razie świetne, ostro ryjące :D
OdpowiedzUsuńNa razie nie chcę kończyć, bo fakt, że będę musiała tyle czekać mnie przeraża ;-;
hahah początek mnie rozwalił i to jej podejście do swojej siostry.. skąd ja to znam xD Lekko się czyta co jest plusem oby się rozwinęło :D
OdpowiedzUsuńnoo zaszaleli chłopcy trochę, ciekawe co będzie dalej...
weny!
ps. zapraszam na da blogi,
http://obiektywnym-okiem.blogspot.com/ <- tu oceniamy ff i opowiadania więc, jeśli chcesz możesz się zgłosić
http://letnobodyknow.blogspot.com/ <- a tu mój prywatny, shoty serie itp dopiero zaczynam :D